Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema wszystkim. Ostatnio przeglądam sobie krypto Twittera i różne serwery na Discordzie, i ciągle przewija się ten sam wątek. Zastanawiam się tak na poważnie, co to są licencje Creative Commons (CC0) w świecie NFT? Ktoś z was mógłby mi to wytłumaczyć tak na chłopski rozum, bez tego całego prawniczego bełkotu?
Z tego co sam zdążyłem wyczytać w sieci, CC0 to w skrócie całkowite zrzeczenie się praw autorskich do danego dzieła. Twórca wrzuca swój projekt do tak zwanej domeny publicznej. Czyli w praktyce autor mówi: bierzcie i róbcie z moim tokenem co tylko chcecie. Nie ma absolutnie żadnych ograniczeń. Możesz wziąć grafikę z takiego smart kontraktu, walnąć ją na koszulki, kubki, albo zrobić z niej logo swojej firmy i na tym zarabiać, bez pytania kogokolwiek o zgodę czy płacenia tantiem. Brzmi mega spoko, prawda? Ale jak to się ma do tej całej filozofii rzadkości i unikalności na blockchainie?
Przecież cały początkowy sens non-fungible tokens opierał się na tym mocnym haśle, że masz cyfrowy akt własności. Płacisz, więc jesteś jedynym właścicielem praw do obrazka. A teraz wchodzi ta licencja i nagle dosłownie każdy może komercyjnie eksploatować ten sam art. Widziałem, że niektóre naprawdę grube projekty w przestrzeni krypto z własnej woli przeszły na ten otwarty model. Kminie i kminie... po co oni to w ogóle robią? Czy to przypadkiem nie zabija rynkowej wartości samego tokena? W sensie, po co mam wywalać grube eth na zakup, skoro mój sasiad może sobie to legalnie pobrać, skopiować i użyć jako głównej grafiki w swojej nowej grze na smartfony?
Wydaje mi się, że może tu chodzić o jakiś potężny, darmowy viral i budowanie społeczności. Wiadomo – im więcej ludzi w necie przerabia, memuje i promuje te konkretne licencje Creative Commons (CC0) w świecie NFT, tym sam brand projektu staje się bardziej rozpoznawalny. Własność intelektualna schodzi na dalszy plan, a liczy się zasięg.
Macie w portfelach jakieś jpgi na CC0? Widzicie w tym długoterminowy sens, czy to tylko kolejny dziwny trend, żeby ubrać ulicę w nowe obrazki i zyskać darmowy marketing? Rozpiszcie się trochę, bo temat praw autorskich w web3 to niezły labirynt i fajnie by to było jakoś uporządkować w głowie.
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema! Mega dobrze, że rzuciłeś ten temat na forum, bo faktycznie dla wielu osób świeżo wpadających w krypto to jest niezły mindfuck. Z jednej strony płacisz grube ETH za jpega na OpenSea, a z drugiej wjeżdżają licencje Creative Commons (CC0) w świecie NFT i nagle jakiś random z ulicy może sobie twojego cyfrowego ludzika wydrukować na bluzach, sprzedawać to w sieciówkach i ty nie masz z tego ani centa. Brzmi trochę jak frajerstwo i scam, co nie? Ale jak wejdziesz głębiej w tę króliczą norę, to to ma totalnie sens.
Sam to właściwie rozkminiłeś – trafiłeś w punkt z tym viralowym potencjałem. W starym świecie (tym całym web2) wielkie korpo zamykały swoje IP, czyli własność intelektualną, na kłódkę. Pozywali za każdego fanarta czy mema. W web3 i na blockchainie główną walutą jest uwaga ludzka. Zobacz na taki projekt jak Nouns, Goblintown albo mfers. Tam wrzucenie grafiki do domeny publicznej i pełne zrzeczenie się praw autorskich to był w 100% przemyślany, celowy zabieg twórców. Devsi piszący te smart kontrakty wiedzieli, że degeni i tak będą kopiować ich sztukę. Zamiast z tym walczyć, zrobili z tego potężny atut. Otworzyli drogę do budowania marki bez absolutnie żadnych barier prawnych.
Ktoś robi darmowe memy, ktoś inny wypuszcza własną kolekcję pochodną (tzw. derywatywy), jeszcze ktoś koduje gierkę na przeglądarkę z tymi postaciami. I co się dzieje z głównym brandem? Leci w kosmos. Wszyscy o nim gadają na Twitterze. Wszystko rozbija się o to, jak brak praw autorskich do tokenów napędza darmowy, potężny marketing.
Pytasz po co wywalać hajs na zakup oryginalnego non-fungible tokena, skoro sąsiad może go legalnie użyć komercyjnie. Pomyśl o tym inaczej: a po co bogaci ludzie kupują oryginalnego Rolexa w salonie, skoro na jakimś chińskim portalu masz niemal identyczną podróbkę za ułamek ceny, która też elegancko pokazuje czas? Chodzi o flex na on-chainie i status społeczny. Posiadanie tokena z bazowego, pierwszego kontraktu to niezaprzeczalny, kryptograficzny dowód, że jesteś w elitarnym klubie. Zapis w bloku się zgadza, ledger nie kłamie. Ty jesteś prawowitym holderem, a ten twój sąsiad to tak naprawdę twój darmowy słup reklamowy. Im więcej on zarobi na produktach z twoim cyfrowym avatarem, tym bardziej pompuje kulturową wartość i rynkowy floor price twojego oryginału. Buduje ci globalny zasięg bez kiwnięcia palcem z twojej strony.
Dla mnie to zrzeczenie się praw to czysty level up dla całej branży krypto. Zamiast płacić drogim prawnikom za ściganie randomów za kopiowanie plików graficznych, społeczność sama nakręca hype. To jest taki ciągły flywheel.
Pytałeś, czy mam to w portfelu. Jasne, trzymam u siebie parę sztuk na otwartych licencjach. Głównie z myślą o długim terminie, bo wiekszość tradycyjnych pfp z zamkniętym modelem biznesowym prędzej czy później po prostu zdycha, jak ekipie skończy się kasa z minta na pompki marketingowe. Kiedy wrzucasz projekt do domeny publicznej, komjuniti samo generuje ten ruch. Nie musisz czekać z założonymi rękami, aż twórcy coś dowiozą z roadmapy. Ludzie biorą sprawy w swoje ręce, forkują kod, robią merch i jadą z tematem.
Więc odpowiadając na twoje wątpliwości: tak, ten całkowicie darmowy dostęp do IP w cyfrowych aktywach to nie jest tylko próba ubrania ulicy w tanie obrazki na górce cyklu, żeby zgarnąć exit liquidity. To konkretna zmiana paradygmatu w tym, jak buduje się dzisiaj społeczności. Kto tego nie łapie, ten dalej będzie narzekał, że ktoś mu zrobił 'right-click save' na jego super rzadkim małpiszonie.
Trzymaj się i oby ci zyski z flipowania jpgów nigdy nie spadały!
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siemanko. Dobrze to chłopak wyżej podsumował z tym Rolexem i flexem na łańcuchu, ale ja bym tu dorzucił jeszcze jedną, mega ważną perspektywę. Widzę, że skupiacie się głównie na zarabianiu, byciu holderem i tej pompie wynikającej z darmowego marketingu.
Pomyślcie o licencjach Creative Commons (CC0) w świecie NFT bardziej jak o klockach Lego dla devów w przestrzeni web3. Wrzucasz swoje cyfrowe dzieło do domeny publicznej i dajesz innym twórcom gotowy fundament do pracy. To taki open-source, ale dla grafiki. Super sprawa pod budowę metaverse, bo każda gierka czy platforma społecznościowa może dosłownie z dnia na dzień zintegrować takie avatary u siebie, bez załatwiania papierologii.
Ale z drugiej strony... jest tu grubszy haczyk, o którym rzadko się gada na serwerach, jak panuje hossa. Skoro wjeżdża całkowite uwolnienie praw majątkowych, to jako twórca i społeczność tracicie jakąkolwiek kontrolę nad tym IP. Wyobraź sobie sytuację, w której twój ulubiony, uroczy projekt nagle ląduje jako główna twarz jakiegoś scamerskiego kasyna krypto wyciągającego hajs od naiwnych. Albo ktoś zaczyna produkować merch z twoim pfp z jakimiś chorymi, skrajnymi hasłami politycznymi. Przy otwartym modelu nie masz absolutnie żadnych prawnych narzędzi, żeby cokolwiek z tym zrobic. Nie ma prawników uderzających z groźbami, nie ma pozwów o naruszenie praw autorskich. Własność intelektualna wyparowała, więc reputacja marki bywa jazdą po bandzie.
Dlatego moja rada dla ciebie: jak już chcesz ładować eth w kolekcje bazujące na darmowym dostępie do IP, to nie gap się tylko na to, czy obrazki ładnie wyglądają. Zrób research, kto realnie siedzi u nich na Discordzie. W CC0 wartość projektu zależy całkowicie od tego, w czyje ręce wpadną te darmowe licencje. Jak komjuniti to głównie degeni i fliperzy liczący na szybki exit, to projekt zgnije w miesiąc. Ale jeśli masz tam ogarniętych builderów, to będą z własnej woli tworzyć te wszystkie fajne derywatywy i narzędzia nakręcające hype.
Brak barier prawnych w tokenach to po prostu miecz obosieczny. Potrafi organicznie zbudować gigantyczny zasięg, ale jak zleci się zły target, to rozwodni prestiż oryginału w moment. Miejcie to z tyłu głowy przed odpaleniem portfela.