Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema wszystkim, ostatnio grzebałem trochę w zakamarkach DeFi i trafiłem na temat, który mocno zrył mi banie. Chodzi o te całe pożyczki pod zastaw NFT. Słyszeliście o tym w ogóle? Bo ja do tej pory myślałem, że te wszystkie cyfrowe małpy czy inne kolorowe piksele to tylko do flippowania na OpenSea się nadają. A tu nagle widzę, że ludzie biorą normalnie kredyt pod tokeny, i to na gruby hajs. Jak to w ogóle działa w praktyce? Postanowiłem trochę o tym poszperać, ale pomyślałem, że zapytam też was, bo tu na forum zawsze ktoś podrzuci jakieś mięso z pierwszej ręki i wyjaśni lepiej niż artykuły na necie.
Z tego co sam ogarnąłem na szybko, to branie pożyczek kryptowalutowych pod zastaw niewymienialnych tokenów to mega rosnący trend, zwłaszcza podczas bessy, kiedy mało kto chce sprzedawać ze stratą. Działa to w sumie prosto. Jak masz jakiegoś droższego jpega, np. z kolekcji BAYC czy Azuki, to nie musisz go wcale upłynniać, żeby uwolnić z niego kapitał. Zamiast tego idziesz na platformę typu NFTfi albo Blend, wrzucasz swój obrazek jako zabezpieczenie pożyczki i dostajesz płynność, najczęściej w ETH, WETH albo jakichś stablecoinach.
Zastanawia mnie w tym wszystkim, jak wygląda wycena takich aktywów przy udzielaniu kredytu krypto. Przecież rynek niewymienialnych tokenów to jest straszny dziki zachód. Dzisiaj coś jest warte 10 eterów, a jutro ceny potrafią zjechać o połowę. Czytałem gdzieś, że przy pożyczaniu pod zastaw cyfrowych obrazków kluczowy jest tzw. floor price, czyli ta najniższa cena w danej kolekcji. Podobno platformy dają ci max 30-40% wartości tego floora, żeby pożyczkodawca miał bufor bezpieczeństwa. Ale co w sytuacji, jak podłoga się nagle urwie przez jakiś dramatyczny news w kryptoświecie? Zaczyna się masowa likwidacja, prawda? Z tego co widziałem na krypto twitterze, jak ktoś decyduje się wziąść pożyczkę i rynek mocno tąpnie, to smart kontrakt po prostu bez sentymentów zgarnia jego zablokowane NFT. Bez żadnego gadania i ostrzeżeń. Trochę strach, bo jednak na zawsze tracisz dostęp do rzadkiego tokena.
Dla kogo to w ogóle jest opłacalne? Wygląda na to, że pożyczanie pod zabezpieczenie w formie NFT to mega opcja głównie dla wielorybów. Gość ma rzadki okaz, absolutnie nie chce go puszczać w obieg bo liczy na przyszłe airdropy albo dostęp do zamkniętych grup, ale pilnie potrzebuje płynności na nowe degeny czy farmienie na innych sieciach. Zamiast sprzedawać, zaciąga pożyczkę opartą na swoim tokenie NFT, obraca tym kapitałem i po miesiącu spłaca z procentem. Brzmi to super, ale dla zwykłego detalisty, który ma sztukę za kilkadziesiąt dolców, to chyba gra nie warta świeczki, bo samo opłacenie gazu zeżarłoby zysk.
Kolejna sprawa to modele tego całego finansowania. Niektóre protokoły oferujące pożyczanie kapitału pod NFTki działają typowo peer-to-peer. Czyli dosłownie dogadujesz się z innym ziomkiem na warunki. Ty mówisz: dam mojego pudgy penguina na 30 dni za 2 ETH i zapłacę 5% odsetek, ktoś tam się zgadza i cyk, dobijacie targu. Z kolei inne strony to pule płynności, gdzie wrzucasz zastaw i automat z wyrocznią (oracle) od razu pluje ci krypto.
Kończę ten wywód, bo zaraz mi tu wyjdzie z tego jakiś artykuł na bloga. Zastanawia mnie po prostu, czy ktoś z was tutaj próbował tak fizycznie i na własnej skórze testować pożyczki pod zastaw NFT? Jakie macie doświadczenia z takimi platformami? Czy to jest w miarę bezpieczne, czy raczej proszenie się o kłopoty i najkrótsza droga do straty swoich zasobów? No i czy w ogóle na mniejszych i mniej znanych kolekcjach da się wyciągnąć sensowny hajs, czy tylko blue chipy wchodzą w grę? Będę mega wdzięczny za wszystkie opinie, bo temat kredytowania przy użyciu NFT jest kozacki, a wydaje mi się, że u nas mało kto to w ogóle rozumie. Napewno każda wiedza praktyczna się tu przyda!
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema byku, no powiem ci, że wjechałeś w temat, który pod koniec poprzedniej hossy wykreował zupełnie nową gałąź na krypto i zrobił z wielu ludzi milionerów, by chwile później na twardej bessie wywieźć ich w samych skarpetkach. Pytasz na wstępie czym są pożyczki pod zastaw NFT i jak to działa, więc jako gość, który trochę tych tokenów pozastawiał i parę razy spocił się przy tym jak mysz, chętnie ci rozwinę ten wątek. Siadaj wygodnie, bo trochę tego jest.
Generalnie twoje kminienie jest w 100% trafne. Zaciąganie kredytu krypto pod niewymienialne tokeny to nie jest żaden scam, tylko legitna odnoga zdecentralizowanych finansów (tzw. NFTfi). Kiedyś jpegi służyły tylko do flexowania się na Twitterze (teraz X) i flippowania na OpenSea. Ale mądrzejsze głowy doszły do wniosku, że przecież w tych obrazkach zamrożone są miliony dolarów. Pożyczanie pod zabezpieczenie w formie NFT powstało z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, potężny hack podatkowy. Jak masz wieloryba, który kupił CryptoPunka za grosze, a teraz jest on warty np. 100 ETH, to jak go sprzeda, urząd skarbowy zeżre mu potężny kawałek tortu z racji podatku od zysków kapitałowych. Ale jak ten sam wieloryb wrzuci Punka w smart kontrakt i weźmie pożyczkę na 40 ETH, to ma w łapie żywy kapitał do obracania, a podatku nie płaci ani centa, bo to przecież dług, a nie zysk ze sprzedaży. Czaisz baze?
Drugi powód to degenka w czystej postaci. Ludzie nie chcą sprzedawać swoich blue chipów (Pudgy Penguins, Azuki, BAYC), bo trzymają je dla airdropów, community, albo wierzą w pompe życia. Ale nagle na rynku pojawia się nowy, gorący mint, albo farma dająca 100% APY na jakimś nowym L2. Brakuje im płynności. Więc idą na platformy oferujące pożyczanie kapitału pod NFTki, zgarniają WETH, obracają nim, robią szybki hajs, spłacają kredyt i jeszcze są do przodu. Oczywiście w teorii, bo w praktyce wielu po prostu ubrało się w nowe shitcoiny i straciło i pożyczony hajs, i swojego rzadkiego jpega.
Pytałeś o wyceny i jak to wygląda jak floor price leci na łeb na szyje. I tu musimy mocno rozdzielić modele tego biznesu, o których wspomniałeś, bo one totalnie inaczej podchodzą do ryzyka.
Jak weźmiesz pod lupe model peer-to-peer (P2P), czyli np. takie platformy jak klasyczne NFTfi czy Arcade, to tam nie ma automatycznej likwidacji w trakcie trwania umowy. To jest mega ważna rzecz, której wielu nie ogarnia! Wystawiasz swoją małpę i piszesz: "potrzebuję 10 ETH na 30 dni, oddam 10.5 ETH". Ktoś to akceptuje. Krypto ląduje w twoim portfelu, a NFT w escrow (zabezpieczonym smart kontrakcie). I teraz uwaga: nawet jak następnego dnia rano floor price tej małpy spadnie z 20 ETH na 2 ETH przez jakiś fatalny news, to smart kontrakt cię NIE likwiduje. Masz równe 30 dni żeby oddać te 10.5 ETH. Pożyczkodawca bierze na siebie ryzyko spadku floora. Problem pojawia się w 31 dniu, jak nie masz z czego spłacić. Wtedy klikają jeden przycisk, claimują twoje NFT i znikasz z rynku. Wiele osób z grubym portfelem (lenders) celowo udziela pożyczek pod zastaw NFT na platformach p2p w ramach strategii "loan-to-own". Oni wręcz chcą żebyś nie spłacił, bo oferują ci pożyczkę na np. 40% wartości floora. Jak zbankrutujesz, oni zgarniają drogiego NFT-ka za ułamek ceny. To jest czysty biznes bez litości.
Zupełnie inaczej działa model oparty na pulach płynności i wyroczniach (oracles), jak chociażby potężny Blend (od chłopaków z Blur). Tam to jest istny dziki zachód i jazda bez trzymanki. Pożyczki kryptowalutowe pod tokeny na takich protokołach nie mają z góry określonego czasu spłaty. Działają z minuty na minute. Dopóki LTV (Loan to Value) się spina, jesteś bezpieczny. Ale wyrocznie non stop skanują ceny z marketów. Jak bierzesz pożyczkę i rynek tąpnie, to odpalają się mechanizmy holenderskiej aukcji i refinansowania. Inni użytkownicy mogą wykupić twój dług, ale na gorszym dla ciebie procencie. Jak nikt nie chce przejąć twojego długu, bo floor spadł za nisko, to platforma z automatu puszcza twoje cenne zabezpieczenie z dymem żeby ratować kase pożyczkodawców. Widziałem na Twitterze sytuacje, że ludzie poszli spać, a rano budzili się bez jpega, bo w Azukach wybuchła jakaś inba, floor spadł o 60% w dwie godziny i automatyczny likwidator pozamiatał połowe rynku. Masakra.
Co do opłacalności dla zwykłego detalisty, to sam sobie w sumie odpowiedziałeś. Branie pożyczek kryptowalutowych pod zastaw niewymienialnych tokenów z małych kolekcji, tzw. no-name'ów, jest praktycznie niemożliwe. Kto ci pożyczy twarde, płynne ETH pod obrazek kota z kolekcji, która ma wolumen na poziomie 0.1 ETH dziennie? Nikt nie chce zostać z niepłynnym śmieciem (tzw. illiquid bag). Rynek akceptuje głównie blue chipy i mocne mid-tiery (Pudgy, DeGods, Milady, Sappy Seals). Co do gazu, to na mainnecie ETH fakt, opłaty za deploy kontraktu, approve i sam transfer zjadłyby małą pożyczke. Ale tu z pomocą wchodzą warstwy drugie (Layer 2) jak Polygon czy Arbitrum, tam też są protokoły pod zastawianie jpegów, tylko wolumen jest mniejszy, ale za to transakcje kosztują centy. Więc jak masz coś tam wartego z 200-300 dolców, to na L2 można się pobawić w kredytowanie przy użyciu NFT bez oddawania połowy zysku górnikom.
Z moich własnych doświadczeń - korzystałem z NFTfi i raz z Blenda. Na P2P pożyczyłem ETH pod mojego Mutanta (MAYC), żeby mieć kapitał na farmienie airdropa na Arbitrum. Zrobiłem to mega zachowawczo, wziąłem mało eteru względem wartości małpy, więc spałem w miare spokojnie. Urobiłem swoje, zapłaciłem odsetki i odebrałem tokena. Ale stres był, bo smart kontrakty to zawsze ryzyko. Jak w kodzie będzie dziura, to ci haker wyciągnie twoje zabezpieczenie pożyczki i nikt ci kasy nie odda. Zawsze o tym pamiętaj, nie ufaj tym protokołom w ciemno.
A no i uwaga na wpadki, bo niektórzy tak się napalają na płynność z obrazków, że biorą tą pożyczke żeby kupić... kolejne NFTki z tej samej kolekcji, licząc na rajd w góre. Robią sobie z tego lewar. Potem mały spadek podłogi i tracą wszystkie aktywa jak domino. Kredyt krypto pod niewymienialne tokeny to potężne narzędzie, naprawde potężne, ale wymaga zimnej krwi. Zanim wrzucisz tam swoje ulubione cyfrowe aktywa, poobserwuj z boku jak działają likwidacje, jak zmieniają się odsetki w czasie (szczególnie na Blendzie) i nigdy, ale to nigdy nie pożyczaj na maksa (pod sam korek LTV), bo cię rynek w końcu zje. Mam nadzieje że trochę ci rozjaśniłem temat, pozdro stary!
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema ziomeczki, mega dobry wątek wam tu wyszedł. Przedmówca wyczerpał temat od strony pożyczkobiorcy tak dobrze, że w zasadzie nie ma co dodawać. Ale skoro już gadamy o tym czym są pożyczki pod zastaw NFT, to ja wam dorzucę perspektywę z zupełnie innej beczki. Zamiast zastawiać swoje obrazki, co byście powiedzieli na to, żeby samemu zostać takim mini-bankiem i pożyczać innym?
Ja tak właśnie robię od paru miechów. Zamiast wrzucać ETH na jakieś nudne stakingi gdzie dają ci marne pare procent rocznie, zacząłem bawić się w udzielanie pożyczek kryptowalutowych pod te cyfrowe aktywa. Wchodzisz na platformę p2p, szukasz gości którzy pilnie potrzebują kasy i rzucasz im oferty. Jak ktoś akceptuje, to dostajesz całkiem tłusty procent, nieraz wyciąga się nawet 30-40% w skali roku z odsetek. A jak chłop ci nie spłaci... no cóż, stajesz się dumnym posiadaczem jpega, którego często możesz opchnąć na markecie z zyskiem, bo przecież dałeś mu pożyczkę tylko na ułamek wartości floora. To się nazywa loan-to-own i jest to naprawde potężna strategia dla tych, co mają wolny kapitał i chcą go pomnożyć.
Tylko uwaga, bo tu wjeżdża potężny haczyk i ostrzeżenie, szczególnie dla tych co chcą brać w tym udział z pozycji pożyczkodawcy. Zresztą, bycie drugą stroną uczy zajebiście dużo pokory do rynku krypto. Uważajcie na scamerskie kolekcje! Są grupki cwaniaków, którzy tworzą nowe niewymienialne tokeny, sztucznie pompują im podłogę robiąc chamski wash trading (po prostu kupują sami od siebie z innych portfeli, żeby w statystykach wyglądało na ogromny wolumen i gruby hajs). Potem taki delikwent idzie na platformę oferującą kredyty krypto i próbuje wziąć pożyczkę pod zastaw swojego "bardzo cennego" obrazka. Jak się na to nabierzesz i dasz mu płynność w ETH, to typek momentalnie znika z twoją kasą. Nawet nie myśli o spłacie, a ty zostajesz z bezwartościowym śmieciem którego nikt nie kupi. Więc finansowanie pod zabezpieczenie w formie NFT to super sprawa, ale trzeba absolutnie omijać no-name'y szerokim łukiem i patrzeć na realne obroty na markecie, a nie tylko na sam floor price. Płynność to król.
Druga sprawa, o której mało kto tu wspomina, to fakt, że to całe kredytowanie przy użyciu NFT wcale nie kończy się tylko na nudnych zdjęciach profilowych i kolorowych awatarach. Zaczyna się robić niezły ruch w temacie gier web3 i całego metaverse.
Ludzie łapią zajawkę i wrzucają w smart kontrakty wirtualne działki, rzadkie skiny albo mocne itemy z gierek. To ma często o wiele więcej sensu, bo taki token użytkowy generuje w grze jakiś realny przychód. Gracz woli wziąść pod niego chwilowy kredyt krypto, żeby na przykład ulepszyć swój ekwipunek na nowy turniej, zamiast wyprzedawać asety na rynku i tracić wypracowaną pozycje. To jest dopiero degenka na wyższym poziomie.
Więc jak jakiś znajomy was znów zapyta czym są pożyczki pod zastaw NFT, to śmiało możecie mówić że to po prostu normalny, tradycyjny system pożyczkowy lombardu, tylko bez papierologii i przeniesiony na blockchain. Jak we wszystkim w sektorze defi, można tu ładnie zarobić i można sie grubo przejechać. Polecam wogóle wejść sobie na chociażby Arcade czy inny protokół, podpiąć pusty portfel (dla bezpieczeństwa) i po prostu poklikać po interfejsie. Zobaczcie jakie LTV ludzie proponują, jakie są aktualne rynkowe odsetki, jak to wszystko mechanicznie chodzi pod spodem. Zrozumienie mechaniki pożyczania kapitału pod NFTki to teraz chyba jeden z lepszych skilli na przyszłą hossę. Tylko serio, testujcie to na początku na drobnych kwotach, żeby was błędy za dużo nie kosztowały.
Trzymajcie się i pilnujcie swoich portfeli!