Kto to jest Market ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kto to jest Market Maker a kto Market Taker w krypto?

3 Wpisy
3 Użytkownicy
0 Reactions
35 Widoki
(@krol8826)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 0
Rozpoczynający temat  

Siema ekipa. Gram na krypto od paru miechów, ale jedno mi ciągle nie daje spokoju i robi mętlik w głowie. Chodzi o te całe opłaty na giełdach i dziwne nazwy, z którymi się ciągle spotykam przy handlu. Chcę w końcu porządnie ogarnąć, kto to właściwie jest ten Market Maker a kto Market Taker w krypto?

Czytam te różne FAQ na giełdach kryptowalut typu Binance czy Bybit i piszą tam ciągle o dostarczaniu płynności, ale dla mnie to na razie trochę czarna magia. Wiem, że to się wiąże bezpośrednio z prowizjami (fee) za transakcje kupna i sprzedaży, ale jak to dokładnie działa w praktyce? Napewno ktoś z was zjadł na tym zęby i umie to wytłumaczyć na chłopski rozum.

Z tego co kminię, to twórca rynku (czyli ten cały maker) to facet, który wrzuca zlecenie oczekujące typu limit i sobie czeka. Zgadza się? Czyli jak chcę kupić bitcoina za powiedzmy 60k baksów, a aktualna cena to 61k, to moje zlecenie wisi sobie w arkuszu zleceń (order book). Dodaję w ten sposób płynność na giełdę krypto, więc de facto jestem makerem i giełda bierze ode mnie mniejszą prowizję za trade. Ale tu pojawia się moje pytanie – czy tylko grubasy z botami i wielkim kapitałem to robią, czy taki zwykły leszcz jak ja z paroma stówkami też się łapie na bycie market makerem w kryptowalutach? Jak to w ogóle jest weryfikowane przez system?

No i w drugą stronę mamy tego market takera. Biorca płynności to podobno po prostu ktoś, kto wchodzi i klika kup po cenie rynkowej (czyli tzw. market order) i od razu zgarnia to, co akurat leży w arkuszu. Zżera dostępną płynność giełdową, więc płaci wyższe fee za realizację natychmiastową. Tylko dlaczego to zawsze jest tak chamsko zrobione, że jak chce się szybko wejść w jakiegoś altcoina, bo akurat leci sroga pompa, to giełda kroi mnie na potęgę? Ostatnio chcialem szybko wziąść jakiegoś memecoina z rynku i opłata taker mnie po prostu zjadła, a zysk z pompy ledwo pokrył koszty transakcji.

Pytam o to wszystko, bo próbuję sobie jakoś sensownie zoptymalizować koszty tradingu. Zwykły handel kryptowalutami to jedno, ale te różnice w stawkach maker fee i taker fee potrafią z biegiem czasu zrobić konkretną dziurę w portfelu przy częstym graniu. Czy spread też tu odgrywa jakąś rolę?

Jak wy w ogóle do tego podchodzicie w swoich strategiach na co dzień? Gracie w 90% przypadków zleceniami limit, żeby z premedytacją być tym market makerem i płacić mniej za obrót, czy macie totalnie wylane i walicie market takerem po obecnym kursie, żeby mieć pewność że zlecenie wejdzie w ułamku sekundy?

Z góry dziękówka za każde proste rozpisanie tematu. Kto jest kim na rynku kryptowalut i jak wy to mądrze rozgrywacie, żeby giełda nie goliła was z kasy na każdym kroku?



   
Cytat
(@nerwowyninja)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 0
 

Siemka, dobrze że o to pytasz, bo większość świeżaków w ogóle olewa temat prowizji, a potem płaczą na tagach, że kapitał im topnieje mimo udanych trejdów. Zrozumienie tego, kto to jest Market Maker a kto Market Taker w krypto, to jest absolutny fundament, żeby przestać być dawcą kapitału dla giełd typu Binance czy Bybit. Spróbuję ci to rozłożyć na czynniki pierwsze, tak totalnie bez owijania w bawełnę, bo sam na początku przepalałem depo na bezsensownych opłatach transakcyjnych.

Zacznijmy od tego pierwszego typa. Pytasz, kto to jest twórca rynku w kryptowalutach. Otóż stary, masz rację w 100% – twórca rynku, czyli z angielska Market Maker, to jest absolutnie KAŻDY, kto dorzuca swoje zlecenie do giełdowego arkusza zleceń, czyli orderbooka. I tutaj rozwiewam twoją największą wątpliwość: system giełdowy nie ma zielonego pojęcia i nie obchodzi go, czy jesteś grubasem z kapitałem z Wall Street, czy kowalskim, który wrzuca swoje uciułane dwie stówki w zlecenia oczekujące. Płynność to płynność. Giełdy kryptowalut po prostu potrzebują towaru na półkach, żeby inni mogli kupować. Kiedy ustawiasz zlecenie typu Limit poniżej obecnej ceny przy kupnie (lub powyżej przy sprzedaży), stajesz się dostawcą tej płynności. Towar leży w arkuszu i czeka. System wynagradza cię za to mniejszą stawką maker fee, bo to dzięki tobie giełda tętni życiem, a spready (czyli różnice między najlepszą ceną kupna a sprzedaży) nie rozjeżdżają się do chorych rozmiarów. Nawet z 10 baksami na koncie jesteś pełnoprawnym market makerem. Oczywiście wieloryby używają botów HFT (high-frequency trading), żeby stawiać tysiące takich zleceń, ale mechanizm dla ciebie i dla nich jest identyczny. Żeby miec absolutną pewność, że giełda policzy cię jako makera, zawsze zaznaczaj w oknie zlecenia opcję Post-Only. To taki bezpiecznik – jeśli twoje zlecenie z jakiegoś powodu miałoby wejść od razu i zabrać płynność, to system je po prostu anuluje, chroniąc cię przed wyższą opłatą.

Teraz bierzemy na tapet drugą stronę medalu. Kto to jest Market Taker w krypto? To jest ten gość z FOMO, który wpada na rynek i krzyczy "dawać mi te tokeny tu i teraz!". Biorca płynności zżera to, co makerzy cierpliwie ułożyli w orderbooku. Używa zleceń typu Market. Ponieważ giełda traci przez to towar z półki, kasuje takera na wyższą prowizję (taker fee). I tutaj przechodzimy do twojego bólu dupy z memecoinami, bo to klasyk. Piszesz, że chciałeś szybko wbić w altcoina na pompie i cię zjadły koszty. Stary, to nie tylko prowizja giełdowa cię wygoliła. Kiedy leci ostra pompa na jakimś shicie z małą kapitalizacją, orderbook jest cienki jak sik pająka. Wchodząc z palca po cenie rynkowej jako typowy market taker, nie tylko płacisz wyższe fee, ale obrywasz tak zwanym poślizgiem cenowym (slippage). Twój market order zbiera zlecenia z arkusza coraz wyżej i wyżej. Do tego dochodzi potężny spread, który przy dużej zmienności potrafi wynosić kilka procent. Więc płacisz prowizję taker, płacisz ukryty koszt spreadu i jeszcze kupujesz o wiele drożej niż pokazywał ci ticker, bo pożarłeś kilka poziomów płynności z arkusza. Nic dziwnego, że zysk z pompy poszedł się paść. To jest najdroższy możliwy sposób na handel kryptowalutami.

Jak sobie to zoptymalizować i jak mądrze zarządzać kosztami tradingu? Moja strategia jest dość prosta, ale wymaga dyscypliny. W 90% przypadków gram jako twórca rynku. Ustawiam siatkę zleceń limit, łapię dołki, realizuję zyski też na limitach. Po co mam oddawać giełdzie 0.1% czy 0.05% z każdego tradu, skoro mogę płacić ułamek tego, albo na niektórych giełdach wogóle mieć zerowe maker fee? W skali roku i przy setkach transakcji, bycie market makerem ratuje ci potężny hajs. Te zaoszczędzone ułamki procenta procentują (tzw. procent składany) i budują twój kapitał.

Ale żeby nie było tak kolorowo – nie jestem ortodoksem. Są sytuacje na rynku krypto, gdzie musisz zagrać jako market taker i grzecznie zapłacić to wyższe fee. Kiedy? Głównie w celach obronnych. Kiedy rynek nagle zaczyna krwawić, leci jakiś totalny FUD, a ty jesteś zapakowany po uszy w alty, to nie ma czasu na bawienie się w zlecenia oczekujące i liczenie na to, że rynek łaskawie cię złapie. Wybijają kluczowe wsparcia, to walisz z Marketu, bierzesz stratę na klatę, płacisz taker fee i uciekasz do stablecoinów. To samo tyczy się Stop Lossów – z reguły aktywacja SL powoduje wyrzucenie zlecenia rynkowego, więc de facto zamykasz pozycję jako taker. W ratowaniu kapitału koszty transakcji schodzą na drugi plan. Inny przykład to wybicia z silnych konsolidacji (breakouty). Kiedy cena przebija ważny opór i wiesz, że za sekundę poleci 10% w górę, ładowanie zlecenia limit mija się z celem, bo cena ucieknie ci szybciej niż mrugniesz. Wtedy świadomie akceptuję bycie biorcą płynności, bo potencjalny zysk wielokrotnie pokrywa wyższe koszty i spread.

Rozbijając całą tą kwestię opłat maker i taker na chłopski rozum – bycie twórcą rynku to opcja dla cierpliwych snajperów. Siedzisz w krzakach, rozstawiasz pułapki (zlecenia limit) i czekasz, aż rynek sam do ciebie przyjdzie. Giełda ci za to dziękuje niższymi kosztami tradingu. Bycie biorcą płynności to opcja dla gości z shotgunem, którzy wbiegają w środek akcji. Strzelasz od razu (market order), masz to co chciałeś natychmiast, ale płacisz za amunicję podwójnie i jeszcze obrywasz rykoszetem w postaci spreadu i slippage'u.

Więc pamiętaj, kto to jest Market Maker a kto Market Taker w krypto i staraj się z premedytacją budować swoje wejścia na limitach tam, gdzie się da. A do zabawy na memach z małą płynnością podchodź jak pies do jeża, bo tam opłaty i poślizg zjadają leszczy na śniadanie. Mam nadzieję, że teraz ta cała układanka: giełda, twórca rynku, biorca płynności i arkusz zleceń jest dla ciebie dużo bardziej przejrzysta i przestaniesz sponsorować prezesom giełd nowe lambo. Trzymaj się ramy i samych zielonych w pnl!



   
OdpowiedzCytat
(@biskup8998)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 0
 

Siema. Przedmówca rozłożył ci temat na łopatki i szacun za to, bo faktycznie dobrze to opisał. Ale dorzucę od siebie inną perspektywę, bo jak już wkręcasz się w temat i kminisz kto to jest Market Maker a kto Market Taker w krypto, to musisz wiedzieć o paru mykach, które giełdy przed nami ukrywają, albo o których po prostu rzadko się gada na otwartych kanałach.

Po pierwsze, ziomek wyżej pisał, że jako twórca rynku płacisz mniej. Prawda. Ale na niektórych platformach, jak dobrze poszukasz, to jako dostawca płynności możesz mieć tzw. negative fee. Co to znaczy? Że giełda dosłownie placi ci za to, że twoje zlecenie limit wisi w orderbooku i zostanie zrealizowane! Kiedyś to było mega popularne na starym BitMEX, teraz trzeba polować na promo u mniejszych graczy, ale da się na tym zrobić fajny pasywny grosz.

Druga sprawa, o której mało kto myśli na początku. Koszty tradingu można zbić jeszcze bardziej niezależnie od tego, kim na rynku jesteś. Wystarczy trzymać na koncie natywne tokeny danej giełdy. Siedzisz na Binance? Kup sobie trochę BNB i zaznacz opcję opłacania prowizji w tym tokenie. Cyk, zniżka wpada automatycznie. Płacisz mniejsze maker fee i taker fee. To samo tyczy się innych molochów, mają swoje tokeny (jak KCS na Kucoin). Napewno ci się to opłaci przy częstszym klikaniu.

Teraz uwaga, bo to jest kluczowe jak zaczniesz grać na dźwigni (a pewnie zaraz tam trafisz, jak 99% ludzi szukających szybszego zysku). Na rynku Futures różnica między tym, kto jest twórcą rynku a biorcą płynności, robi się brutalna. O ile na zwykłym spocie (rynku kasowym) opłaty wynoszą często np. 0.1% dla obu stron, to na kontraktach giełda kroi takera bez mydła. Maker potrafi płacić 0.02%, a taker 0.06%. Pomnóż to przez dźwignię x10 czy x20 i nagle się okazuje, że jedno wejście z palca w pozycję pożera ci lwią część kapitału. Dlatego na futuresach granie z limitów to absolutny wymóg, żeby przetrwać. Tutaj musisz bezwzględnie zrozumiec, że Market Order to zło ostateczne, chyba że ratujesz tyłek ewakuacją.

Ale... i tu dam ci radę czysto psychologiczną, bo sam się na tym przejechałem. Nie bądź centusiem. Znam gości, którzy tak bardzo zafiksowali się na optymalizowaniu prowizji za transakcje, że omijały ich życiowe pociągi.

Siedzisz przed wykresem, widzisz że BTC zaraz wystrzeli w kosmos bo poszedł jakiś gruby news. I zamiast po prostu wziąć zlecenie rynkowe, zabrać tę płynność z arkusza i być w grze, to typ ustawia limita pół dolara niżej, żeby zaoszczędzić dwa baksy na fee jako market maker. Kurs odjeżdża, limit nie wchodzi, pozycja pusta, a typ patrzy ze łzami w oczach na pompę życia.

Biorca płynności płaci więcej, to fakt. Ale czasem ta opłata to po prostu cena za pewność, że jesteś w pociągu. Szczególnie przy wyłamaniach z wielomiesięcznych konsolidacji. Płacisz to wyższe fee i masz wywalone, bo zysk z ruchu pokryje ci to z nawiązką. Z resztą sam pisałeś o memecoinach - tam po prostu trzeba brać po markecie i godzić się ze spreadem, bo inaczej zostaniesz z niczym.

Więc wracając do twoich pytań – weryfikacja przez system jest mega prosta, wszystko idzie z automatu na podstawie typu zlecenia. Zlecenia oczekujące wrzucane w orderbook to z automatu maker, a walenie w gotowe ofery to taker. Rozgrywaj to mądrze. Na spokojnym rynku buduj pozycje powoli jako dostawca płynności. Ale jak rynek wariuje i leci krew (albo sroga zieleń), to ładuj z shotguna jako taker i nie żałuj tych paru centów na prowizje giełdowe. Pzdr!



   
OdpowiedzCytat
Udostępnij: