Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema wszystkim. Mam mega rozkminę i pomyślałem, że tu zapytam, bo pewnie ktoś z was to już przerabiał na własnej skórze. Od jakiegoś czasu siedzę w temacie i w tym roku wpadło mi trochę sensownego profitu na hossie. Pytanie, które mnie męczy od kilku dni to: czy muszę płacić podatek od krypto, jeśli nie wypłaciłem środków na konto bankowe?
Sytuacja wygląda dokładnie tak. Kupiłem parę altów, trochę BTC, wybiło do góry, więc żeby zabezpieczyć zysk przed korektą, zamieniłem wszystko na USDT i USDC bezpośrednio na giełdzie. Złotówki, dolary ani żadne inne fiaty w ogóle nie dotknęły mojego rachunku w banku. Wszystko leży w wirtualnej przestrzeni.
No i tu zaczynają się schody, bo na necie krążą mega sprzeczne informacje. Część ludzi na grupach pisze, że dopóki nie wjedzie przelew, czyli nie ma wypłaty na konto, to skarbówka się tym w ogóle nie interesuje i nie ma tematu. Inni z kolei straszą, że podatek od kryptowalut trzeba płacić od razu, co moim zdaniem jest bzdurą. Z tego co kumałem, wymiana krypto na krypto (a stablecoin to przecież dalej krypto na blockchainie, prawda?) ma być zwiolniona z opodatkowania, dopóki na sam koniec nie wyjdę do prawdziwego pieniądza.
Tylko jak to wygląda z tym rozliczeniem krypto w praktyce? Czy ktoś tu może potwierdzić z własnego, realnego doświadczenia, czy w takiej sytuacji wpisujecie w ogóle koszty i przychody do PIT-38 na wiosnę?
Mój plan jest taki, żeby zostawić te stable na giełdzie, a część przelać na Ledgera i po prostu dokupić na dołkach jak rynek trochę ochłonie. Kompletnie bez sensu byłoby płacić teraz podatek od zysków z krypto, których fizycznie w ogóle w rękach nie mam.
Dajcie znać jak to mądrze ugryźć. Czy urząd skarbowy ma jakikolwiek wgląd w to, co trzymam na giełdzie, zanim zrobię przelew do mojego banku? Z góry wielkie dzięki za każdą pomoc. Wolałbym spać spokojnie i nie mieć później jakiegoś chorego kwasu z urzędnikami o to, co klikałem na portfelu.
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema! Dobrze, że wpadłeś z tym na forum, bo na tych wszystkich fejsbukowych grupkach to można czasem raka dostać od czytania tych bzdur, co tam wypisują domorośli doradcy podatkowi. Temat wcale nie jest taki skomplikowany, jak to niektórzy próbują malować. Przerabiałem dokładnie ten sam schemat w poprzedniej hossie, więc chętnie ci to rozjaśnię z perspektywy kogoś, kto zjadł już na tym trochę nerwów i przerobił to na legalu.
Uderzając od razu w sedno twojej rozkminy: czy muszę płacić podatek od krypto, jeśli nie wypłaciłem środków na konto bankowe? Krótka odpowiedź brzmi: nie, nie musisz robić żadnego przelewu do skarbówki, ale to absolutnie nie znaczy, że możesz całkowicie olać temat papierologii. Zdziwiony? No to patrz jak to dokładnie działa na naszym podwórku.
Polskie prawo mówi wprost, że wymiana krypto na krypto jest całkowicie neutralna podatkowo. Dla urzędu skarbowego USDT, USDC czy inne DAI to jest dokładnie to samo co Bitcoin, Ethereum czy jakieś losowe altcoiny albo memecoiny. To wszystko wrzucone jest do jednego wora z napisem "waluty wirtualne". Zatem fakt, że uciekłeś przed spadkami w stablecoiny bezpośrednio na giełdzie, to żaden event podatkowy. Dopóki te środki siedzą w ekosystemie blockchaina i twarde fiaty nie wjadą na twój tradycyjny rachunek, to fizycznie nie masz żadnego zysku do opodatkowania. Masz po prostu inne wirtualne żetony.
Momentem opodatkowania kryptowalut jest u nas dopiero tak zwane wyjście do fiata. Czyli podatek od zysków z krypto (te słynne 19% Belki) płacisz dopiero wtedy, gdy zrobisz przelew wypłacający kaskę na konto w banku, wyjmiesz gotówkę w bitomacie, polecisz do stacjonarnego kantoru, albo – uwaga, tu wielu leży – jak kupisz za krypto coś w realnym świecie. Znam ziomków, co płacili giełdową kartą w Żabce za energetyki i nie ogarniali, że każda taka pierdołowata transakcja to z punktu widzenia prawa sprzedaż krypto i rodzi obowiązek. Uważaj na takie karty, bo to cichy zabójca przy rozliczeniach!
Tu wjeżdża jednak gruby haczyk! To, że brak wypłaty na konto bankowe chroni cię przed płaceniem daniny, w ogóle nie zwalnia cię z obowiązku złożenia papierów. I to jest to, co myli większość początkujących.
Co roku na wiosnę i tak musisz klepnąć PIT-38. Serio. Wpisujesz tam po prostu swoje koszty uzyskania przychodu. Jak wrzuciłeś na giełdę np. 10 koła w PLN, to wpisujesz to w rubryczkę z kosztami, a w przychodach dajesz zero. Te koszty będą ci przechodzić na kolejne lata. Jak tego teraz nie zrobisz, to za parę lat, jak w końcu wyjdziesz na grubo i bedzie trzeba zrobić rozliczenie krypto z prawdziwego zdarzenia po grubej wypłacie fiatów, skarbówka policzy ci podatek od całej kwoty, bo nie udowodnisz im ile kasy włożyłeś na start. Brak kosztów w picie = podatek od całości. Boli.
Pytałeś też, czy urząd widzi twoje ruchy. Stary, każda giełda z KYC raportuje teraz dane. Wiedzą, że masz tam zweryfikowane konto i przelewałeś tam fiaty ze swojego polskiego banku. Mają wgląd. Ale tak jak pisałem – samo trzymanie tam krypto i skakanie po parach walutowych jest bezpodatkowe.
Twój plan jest w dechę. Zrzucenie stable na Ledgera to najmądrzejsze co możesz zrobić. Trzymaj klucze prywatne u siebie na sprzętowym portfelu, czekaj cierpliwie z tetherem na większą korektę na rynku, odkupuj dołki i nie panikuj. Rozliczenie zysków z krypto zostaw sobie na ten moment, w którym faktycznie uznasz, że pora sfinalizować temat i wypłacisz szelest na konto. Ogarnij tylko ten nieszczęsny PIT-38 z kosztami i śpij spokojnie. Trzymaj się i zieloności!