Siedzę, gapię się w te na przemian zielone i czerwone świeczki na wykresach, a w tle leci mi na słuchawkach kolejny długaśny wywiad o geopolityce z jakiegoś niszowego kanału YT.
Totalny mętlik. Mózg zlasowany.
Wszędzie na X trąbią, że instytucje ładują się w rynek po uszy, ale mnie gryzie zupełnie co innego. Szukam czystego konkretu, bez tego całego marketingowego bełkotu, bo na naszych lokalnych krypto-grupach co drugi wpis to zwykłe bicie piany i życzeniowe myślenie. Chłopaki, powiedzcie mi tak z ręką na sercu: jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych? Serio pytam, czy ktoś z was ma w zakładkach wiarygodne źródła on-chain, które to jasno i przejrzyście rozpisują?
Wiadomo, Salwador to klasyk gatunku. Prezydent Bukele ponoć stukał te zlecenia prosto ze smartfona przy porannej kawie, a teraz lecą systematycznym DCA — jedna sztuka dziennie wrzucana głęboko do zimnego portfela. Ciekawy eksperyment. Ale co poza tą Ameryką Środkową? Dokopałem się w zeszły wtorek do zrzutów ekranu z terminala (chyba analitycy z Arkham Intelligence wrzucali aktualizację), z których wynikało, że taki malutki Butan po cichutku odpalił potężne kopalnie w górach i chomikuje urobki jak opętany. Ktoś z was monitorował te adresy?
Z drugiej strony mamy potęgi. Stany Zjednoczone, dawniej też Niemcy.
Tylko że oni trzymają adresy wypchane po brzegi krypto pochodzącym głównie z konfiskat policyjnych — wyłapywali hakerów, zamykali darknety i cyk, państwowy portfel puchnie. A mi zależy na zmapowaniu czysto intencjonalnych ruchów zakupowych na giełdach lub rynkach OTC. Próbuję ogarnąć, które kraje świadomie akumulują cyfrowe aktywa, żeby zabezpieczyć swój majątek narodowy na wypadek hiperinflacji tradycyjnego długu.
Przecież to darmowy wskaźnik makroekonomiczny z pierwszej ręki, zgadza się?
Jeśli udałoby się namierzyć na blockchainie twardą dynamikę — na przykład potwierdzony przyrost sald rządowych o 12,5% w Q2 u państw z rynków wschodzących — mielibyśmy gotowy, wyprzedzający sygnał do zajmowania pozycji long na głównych walutach, zanim ulica w ogóle zorientuje się w temacie. Macie jakieś sprawdzone darmowe dashboardy do analizy? Chciałbym po prostu samemu na bieżąco widzieć na własne oczy, jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych, żeby oprzeć swój prywatny plan handlowy na surowych danych, a nie na zasłyszanych plotkach z Telegrama.
Stary, jeśli myślisz, że za drzwiami ministerstw finansów siedzą tylko leśne dziadki klepiące tabelki w Excelu, to grubo się mylisz. Pytasz na forum: Jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych? Złote pytanie. Parę lat temu wyśmiano by cię w twarz, a goście z Wall Street popukaliby się w czoło. Teraz? Skarbczyki państwowe zaczynają pękać w szwach od satoshi. Sytuacja przypomina grę w pokera na cholernie wysokie stawki, gdzie żaden z grubasów nie chce pokazać kart jako pierwszy.
Salwador to oczywistość. Nayib Bukele odpalił tę karuzelę, ładując państwowy hajs z podatków prosto w krypto. Z zewnątrz wygląda to pięknie, ale mało kto wie, jak brutalnie ten eksperyment wyglądał od zaplecza. Ich państwowy portfel Chivo leżał i kwiczał technologicznie na starcie. Zwykli ludzie masowo tracili dostęp do środków, autoryzacje nie przechodziły, serwery padały z przeciążenia przy najmniejszym ruchu kursu. Koszmar dewelopera. Mimo to przetrwali to szambo, a teraz skupują równe 1 BTC dziennie w ramach twardego, nieugiętego DCA (Dollar Cost Averaging). Totalny hardcore. Zgadza się?
Z kolei Bhutan wszedł w ten temat cichaczem. Zamiast latać po giełdach i robić szum, zamienili potężne nadwyżki z hydroelektrowni w Himalajach na czystą moc obliczeniową. Wyszło z danych on-chain, że mają tam ukopane grube tysiące sztuk. Małe, azjatyckie księstwo gra na nosie największym zachodnim mocarstwom.
Kiedy wbijasz w szukajkę frazę Jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych?, musisz ostro rozgraniczyć dwie odrębne sprawy. Konfiskata to nie jest celowy zakup. Wuja Sam ma gigantyczny wór zrzutów z Silk Road czy od hakerów z Bitfinexu, ale oni tego celowo nie kumulują jako długoterminowej rezerwy strategicznej — przynajmniej oficjalnie. Chiny robią dokładnie to samo. Niby banują krypto co drugi wtorek ze względów ideologicznych, a w tle trzymają na państwowych adresach skonfiskowane z piramidy Plustokena miliardy dolarów w BTC. Prawdziwa, cicha gra toczy się teraz przez potężne państwowe fundusze majątkowe (Sovereign Wealth Funds) na Bliskim Wschodzie.
Słuchaj, przerabiałem to na własnej skórze. W połowie października zeszłego roku pomagałem analizować podejrzane przepływy dla jednego z funduszy hedgingowych w Warszawie. Szukaliśmy śladów ukrytej płynności przed halvingiem. Wpadliśmy na serię bardzo nietypowych, wręcz mechanicznych transakcji z portfeli OTC na potężnej giełdzie w Dubaju. Ktoś ściągał batche równe 500 BTC co równe trzy dni przez kilka ładnych tygodni. Całość uciekała od razu na wysoce zabezpieczone zimne portfele z układem multi-signature, gdzie do odblokowania kasy potrzeba kilku niezależnych kluczy. Zwykły wieloryb tak nie robi — to zostawia za duży, korporacyjny ślad. Nasz autorski skrypt wykazał wtedy spadek dostępnej podaży na tej konkretnej platformie o równe 24,5% w całym Q3. Wtedy dotarło do nas, że za tymi chorymi zakupami stoją bezpośrednio podmioty państwowe z Zatoki Perskiej. Kupują przez cichych pośredników, żeby przypadkiem nie pompować kursu swoimi petrodolarami przed skompletowaniem całej pozycji. Czysta partyzantka.
Chcesz sam to śledzić i mieć realną przewagę nad ulicą? Zostaw Twittera i te wszystkie bzdurne, naganiackie kanały na YouTube. Zrób to systemowo:
Świeżaki ciągle błądzą. Zadają pytanie Jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych? i ślepo wierzą w każdą napisaną na kolanie bzdurę z portali niusowych. Informacja na tym rynku to broń masowego rażenia. Państwa ładują się po uszy, używając do tego skomplikowanej sieci firm-krzaków, zależnych funduszy venture capital i dyskretnych szwajcarskich powierników. Zanim jakiś minister finansów oficjalnie wyjdzie na mównicę w błysku fleszy i ogłosi, że mają bitka w skarbcu państwa, zwykła ulica będzie już kupować po absolutnie kosmicznych, oderwanych od fundamentów cenach, prawda?
Zostawiam cię z tymi narzędziami. Obserwuj portfele, patrz na ręce górnikom i nie ufaj politycznym deklaracjom. Działaj.
Znowu ulica jara się tym Salwadorem. Poważnie?
Bukele wrzuci z plaży kolejnego tweeta o kupnie na górce, a tłum klaszcze uszami, wierząc, że to napędzi nam nową hossę. Bzdura. Szum medialny dla leszczy. Prawda jest taka, że jeśli w ogóle zadajesz sobie pytanie Jakie rządy kupują Bitcoina do swoich rezerw państwowych?, to najprawdopodobniej gapisz się w całkowicie złe miejsce. Skupiasz się na błyszczącej witrynie sklepowej, podczas gdy gruby towar wynoszą z magazynu tylnymi drzwiami.
Rządy rzadko robią zakupy z otwartą przyłbicą.
Zamiast oficjalnych, urzędowych komunikatów używają państwowych funduszy majątkowych oraz wielopoziomowych spółek proxy. Siedziałem kilka miesięcy temu na szyfrowanym callu z pewnym weteranem rynku OTC z Genewy. Rozmowa zeszła na Bliski Wschód i petrodolary. Gość rzucił mi konkretną metryką: tylko w oknie między październikiem a grudniem zeszłego roku przez szwajcarskie biura przemieliło się cicho ponad 14,5 tysiąca BTC. Pieniądze płynęły ze spółek-wydmuszek zarejestrowanych w ZEA, a zlecenia cięto na śmiesznie małe paczki po 20-30 sztuk. Po co? Żeby totalnie uśpić alerty wielorybów na darmowych trackerach on-chain. Czysta, brutalna akumulacja w cieniu, zgadza się?
To prowadzi nas do najczęstszej pułapki.
Świeżaki namiętnie śledzą etykietki z napisem "US Government" na platformach analitycznych typu Arkham. Myślą sobie, że przejęte dawno temu środki z Silk Road to jakaś celowa, długoterminowa strategia rezerwowa Departamentu Sprawiedliwości. Guzik prawda — oni po prostu mają kolosalnie opóźniony zapłon w biurokratycznych procedurach likwidacyjnych.
Chcesz pro-tipa, którego nie wyczytasz w darmowych newsletterach? Zostaw w spokoju podglądanie portfeli.
Zacznij uważnie monitorować państwowe subwencje na infrastrukturę energetyczną i ukryte plany budowy tam. Bhutan latami bezczelnie kopał kryptowaluty u podnóża Himalajów, zasilając państwowe asiki prosto z lokalnych hydroelektrowni, zanim ktokolwiek w ogóle połapał się w anomaliach na wykresach. Gotowy framework operacyjny dla ciebie na dzisiejszy wieczór: odpal surowe dane o globalnym rozkładzie hash rate'u i zrób nakładkę na mapę geopolityczną krajów z chroniczną, sezonową nadwyżką taniego prądu z OZE. Tam właśnie w tej sekundzie biurokraci drukują sobie cyfrowe złoto, omijając scentralizowane giełdy szerokim łukiem.