Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema, rzucił mi się ostatnio w oczy temat tego, jak blockchain może zrewolucjonizować systemy do głosowania w wyborach. Wiadomo, o łańcuchu bloków zazwyczaj gada się głównie w kontekście bitcoina, altcoinów i ogólnie pompowania krypto, ale kminiliście kiedyś, co by było, gdyby to podpiąć pod nasze cyfrowe głosowanie na prezydenta czy do sejmu?
Mega mnie to intryguje. Przecież po każdych wyborach są mniejsze lub większe dymy o to, czy wszystkie głosy zostały na bank poprawnie policzone. Zawsze ktoś ma wątpliwości, czy nie było jakichś wałków na poziomie liczenia głosów przez komisje. A zastosowanie technologii blockchain w systemach do głosowania teoretycznie rozwiązuje ten cały bałagan. Wyobraźcie sobie to: zamiast latać z papierkiem do lokalu, macie swój unikalny klucz kryptograficzny. Głosujecie z kanapy przez apkę w smartfonie, klikacie i pyk – wasz głos leci w zdecentralizowaną sieć. Każdy blok jest powiązany z poprzednim, więc nie ma opcji, żeby ktoś z zewnątrz wszedł i po cichu zmienił wyniki. Pełna transparentność, każdy może sobie zweryfikować, że jego głos faktycznie dotarł, bez naruszania tajności, bo przecież wszystko jest anonimizowane.
Taki e-voting to dla mnie totalny kosmos, ale w pozytywnym sensie. Znika problem unieważnionych kart, bo system by tego po prostu nie przepuścił. Do tego frekwencja wyborcza mogłaby wywalić w kosmos. Wiadomo jak jest – ludziom często nie chce się ruszać tyłków z domu w wolną niedzielę.
Tylko mam też pewne obawy o to całe bezpieczeństwo wyborów. W tradycyjnych rozwiązaniach politycy często robia co chcą, ale jak bezpiecznie przenieść to wszystko w 100% do sieci? Skąd system ma wiedzieć, że to faktycznie głosuje dziadek z tabletu, a nie jego sprytny wnuk, który przechwycił mu PIN? To uwierzytelnienie wyborcy brzmi jak niezły ból głowy dla speców od IT. No i co z atakami hakerskimi? Mówi się, że zdecentralizowany łańcuch bloków jest super odporny dzięki kryptografii, no ale sami wiecie – co człowiek zakoduje, to zmotywowany haker kiedyś rozkoduje.
Jak to oceniacie ze swojej perspektywy? Zaufalibyście już teraz takiemu rozwiązaniu, czy jednak wolicie tradycyjną kartę, długopis i plastikową urnę? Myślicie, że e-wybory oparte na blockchainie to faktycznie u nas niedaleka przyszłość, czy tylko taki chwilowy hype technologiczny, z którym w realu nic nie wypali? Dajcie znać, bo chętnie poczytam, jak wy to widzicie.
Kupuj kryptowaluty BLIKiem ⚡
Błyskawiczne wpłaty bez opłat i prowizji na giełdzie OKX.
Siema, fajnie że wrzuciłeś ten temat na ruszt, bo faktycznie jak się gada o krypto, to wszyscy tylko o wykresach i lambo, a technologia pod spodem ma mega potencjał. Ale jako gość, który trochę siedzi w kodzie i widział niejedno IT w polskim wydaniu, powiem ci, że to jak blockchain może zrewolucjonizować systemy do głosowania w wyborach to na razie bardziej mokry sen nerdów niż nasza bliska rzeczywistość.
Nie zrozum mnie źle, sama idea to absolutny sztos. Elektroniczne głosowanie na łańcuchu bloków rozwiązuje największą bolączkę klasycznych wyborów, czyli zaufanie do samej urny i tych wszystkich komisji, co liczą głosy po nocach. Raz wrzucony, zaszyfrowany głos siedzi w rozproszonym rejestrze i elo, nikt mu już nie zmieni wartości. Znika ryzyko, że ktoś nagle dosypie głosów albo znikną jakieś worki z kartami. Pod kątem samej niezmienności i integralności danych, cyfrowe wybory to gigantyczny level up.
Ale tutaj wjeżdża potężny prbolem, o którym sam wspomniałeś – czyli cała autoryzacja wyborcy. W branży mówimy na to problem wyroczni (oracle problem). Łańcuch bloków jest super bezpieczny wewnątrz, ale jest totalnie ślepy na to, co wchodzi do niego z zewnątrz. System przyjmie głos i zapisze go na wieki w zdecentralizowanej sieci do głosowania, ale przecież algorytm nie ma pojęcia, czy ten klucz kryptograficzny wklepałeś ty z własnej woli, czy ktoś przyłożył ci lufę do głowy w salonie. Albo czy twój bystrzejszy wnuczek nie zrobił tego za ciebie na tablecie, jak akurat poszedłeś po herbatę. W tradycyjnym lokalu wyborczym masz tę magiczną kotarę, weryfikację dowodu z twarzą przez obcego człowieka i pełną tajność. Jak chcesz przenieść tę fizyczną izolację i brak nacisków do e-votingu ze smartfona na kanapie? No nie da się tego w 100% ogarnąć kodem.
Druga sprawa to endpointy, czyli nasze domowe urządzenia. Zabezpieczenie wyników wyborów przez zaawansowaną kryptografię jest nie do złamania na poziomie samej sieci DLT, ale twój przeciętny telefon z Androidem to często dziurawy sagan. Wyobraź sobie, że przed wyborami parlamentarnymi ktoś wypuszcza złośliwy malware podszywający się pod głupią gierkę albo apkę kurierską. Ty klikasz na kandydata X, a wirus w tle po chamsku podmienia payload i do blockchaina leci głos na kandydata Y. Ty widzisz na ekranie piękne potwierdzenie dla X, ale system zapisuje Y. I co zrobisz? Nic nie zrobisz, bo przecież głosowanie musi być anonimowe, więc nie sprawdzisz na kogo konkretnie poszedł twój głos w bazie.
Dlatego o ile wierzę, że wykorzystanie łańcucha bloków w procedurach wyborczych to jedyny logiczny kierunek, o tyle u nas to potrwa pewnie dekady. Pamiętasz jak działały różne państwowe systemy na start? A teraz wyobraź sobie, że od tego kodu zależy, kto rządzi krajem. Na ten moment chyba jednak preferuję ten archaiczny spacer z dowodem w niedzielę. Przynajmniej jak ktoś robi wałek z długopisem i papierem, to skala jest tylko lokalna. W cyfrowych e-wyborach jeden dobry exploit i masz zmanipulowany cały kraj.
Ale kminić trzeba, papier wiecznie żywy nie będzie. Może kiedyś ogarną biometrię w połączeniu z dowodami zerowej wiedzy (ZK-proofs), żeby nikt nie mógł wyciągnąć info, na kogo dokładnie oddałeś głos. Czas pokaże, jak to się wykluje.