Siedzę przed zabałaganionym wykresem na Binance, parzę trzecią już dzisiaj kawę i mam totalny mętlik w głowie. Znajomy rzucił mi wczoraj przez telefon, że jego ukochany altcoin zaraz rozbije sufit, a my wbijamy nowe historyczne rekordy. Kazał mi twardo trzymać pozycję. Spoko. Tylko… co to do cholery faktycznie znaczy dla mojego portfela w praktyce?
Przejrzałem rano kilka najpopularniejszych grup na Telegramie. Wszędzie spamują rakietami. Szukając w sieci precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, co oznacza skrót ATH na rynku kryptowalut, trafiam wyłącznie na suche definicje z internetowych słowniczków o All-Time High. Najwyższa cena w historii. Tyle to ja sam potrafię bez problemu przetłumaczyć z języka angielskiego. Problem polega na tym, że teoria kompletnie rozjeżdża się z rynkową brutalnością.
Przerobiłem ten mechanizm na własnej, dość boleśnie poobijanej skórze na początku drugiego kwartału. Kupiłem token Solana (SOL) tuż przed leniwym weekendem. Cena nagle wybiła do 210 dolców w niedzielę o trzeciej nad ranem naszego czasu. Cały finansowy Twitter dosłownie wybuchł. Wszyscy krzyczeli o nowym szczycie cenowym, więc naiwnie założyłem, że dotknęliśmy absolutnego sufitu i za chwilę polecimy pionowo w dół — zrzuciłem całe bagi z rynkowym zyskiem rzędu 12,5%. Pomyłka. Pociąg odjechał beze mnie, kręcąc kolejne 40% wzrostu przez zaledwie trzy następne dni.
Zrobiłem sobie po tej wpadce taką prywatną checklistę do zarządzania ryzykiem. Rzućcie na to okiem i oceńcie, czy jako początkujący inwestor dobrze to rozkminiam:
Wygląda to w miarę logicznie, prawda? Powiedzcie mi z waszego traderskiego doświadczenia, jak właściwie rozgrywacie takie sytuacje. Ustawiacie sztywne zlecenia take profit tuż pod starymi oporami, czy wolicie ryzykować i jechać z falą chciwości w nieznane? Dajcie znać, jak to wygląda na waszych portfelach.
Siedzisz przed monitorem, wykres świecowy pnie się pionowo w górę jak startujący Falcon 9, a na grupie Telegramowej wszyscy wrzeszczą jedno słowo. Kupować? Sprzedawać? Brać kredyt konsumencki z potężnym RRSO? Zanim zrobisz coś skrajnie nierozsądnego, weź głęboki oddech. To dokładnie ten ułamek sekundy, w którym ulica oddaje swój ciężko zarobiony kapitał grubym rybom.
Rozszyfrujmy to szybko. Skrót ATH pochodzi z języka angielskiego i oznacza All-Time High. W surowym, polskim slangu tradingowym mówimy po prostu: historyczny szczyt. Jest to absolutnie najwyższy, potwierdzony transakcjami pułap cenowy, jaki dana kryptowaluta, akcja czy indeks zdołały osiągnąć od momentu swojego pierwszego notowania na wolnym rynku. Zero giełdowej ezoteryki. Czysty, bezlitosny zapis historyczny. Brzmi jak powód do otwierania szampana, prawda?
I tu zaczyna się dramat zdominowany przez emocje.
Pamiętam doskonale duszny wieczór w połowie listopada 2021 roku. Bitcoin powoli, acz z morderczą determinacją, przebijał granicę 68 tysięcy dolarów. Siedziałem w głośnej knajpie na warszawskim Powiślu z wieloletnim znajomym, właścicielem całkiem prężnie działającego software house'u. Facet zjadł zęby na optymalizacji procesów biznesowych, widział w życiu setki bilansów, a mimo to trzęsły mu się dłonie nad zaparowanym ekranem smartfona. Przyciskał zielony przycisk kupna, ładując potężną transzę firmowych nadwyżek w BTC dokładnie na wierzchołku monstrualnej hossy. Dlaczego to zrobił? Bo algorytmy podrzucały mu zewsząd informacje o nowym ATH, a on panicznie bał się, że ominie go medialny rajd po mityczne sto tysięcy. Dwa kwartały później, w okolicach Q2 2022 roku, jego portfel inwestycyjny zaliczył brutalny zjazd o dokładnie 64,8%.
Dlaczego wyciągam na wierzch tę bolesną historię? Ponieważ informacja o nowym historycznym szczycie działa na psychikę początkujących spekulantów jak najmocniejszy lep na muchy. Kiedy widzisz ten trzyliterowy skrót w krzykliwych nagłówkach popularnych portali finansowych, to sygnał alarmowy. Oznacza on zazwyczaj, że inteligentny, zinstytucjonalizowany kapitał właśnie dyskretnie realizuje zyski. Wycofują płynność, zrzucając przewartościowany bagaż na zdezorientowanych spóźnialskich.
Z czysto technicznego punktu widzenia przebicie starego ATH oznacza wejście aktywa w fascynującą strefę określaną jako price discovery — fazę odkrywania ceny. Na wykresie powyżej tego punktu nie ma kompletnie nic. Żadnych dawnych bastionów podaży. Żadnych twardych, historycznych danych punktowych, na których analitycy mogliby oprzeć swoje geometryczne zniesienia czy strefy wsparć. Cena płynie w totalnie niezbadane terytorium. To wywołuje potężne anomalie w arkuszu zleceń (order book). Kupujący napierają w amoku, a po lewej stronie brakuje limitowanych zleceń sprzedaży od ludzi, którzy kupili wcześniej na górce i chcieliby bezboleśnie wyjść na zero. Kurs potrafi wtedy wystrzelić o kilkadziesiąt procent w ciągu jednej doby.
Znasz już teorię, ale forum to nie sala wykładowa. Jak operacyjnie, krok po kroku, podejść do monety, która przed momentem wystrzeliła na nowe szczyty? Poniżej masz mój prywatny, przetestowany w bojach framework obronny. Stosuję go z religijną gorliwością od czasu pogromu na rynku altcoinów pod koniec 2018 roku.
Zarządzanie własną chciwością to najtrudniejszy fach świata.
Rynki finansowe uwielbiają cyklicznie drwić z ludzkiej natury, powtarzając bez końca ten sam brutalny schemat dystrybucji. Odwrotnością tego zjawiska jest ATL (All-Time Low), czyli historyczne dno — miejsce, gdzie leje się krew, posty na forach znikają, a większość w panice kasuje aplikacje giełdowe. Paradoksalnie, to właśnie tam leżą największe pieniądze do podniesienia z ulicy.
Nie daj się wciągnąć w medialną spiralę euforyczną. Gdy Twój fryzjer, kierowca z aplikacji i wujek przy niedzielnym obiedzie nagle stają się ekspertami od kryptografii, dopytując o nowe ATH na memecoinie z psem w logo... po cichu pakuj manatki. Czas ewakuować się z kasyna. Masz w tym momencie twardą przewagę informacyjną, której z braku doświadczenia pozbawionych jest 90% nowicjuszy tracących tutaj potężne depozyty. Wykorzystaj ją z chirurgicznym chłodem.
Szampan, fajerwerki i wykresy szybujące w kosmos. Większość leszczy na rynku krypto widzi te trzy rzeczy, gdy cena przebija historyczne maksima. Ja widzę ubojnię.
Z czysto technicznego punktu widzenia skrót ATH (All-Time High) oznacza po prostu absolutny, najwyższy szczyt cenowy danego aktywa od początku jego notowań na giełdach. Jasne, zgadza się? Podręcznikową regułkę mamy odhaczoną. Prawdziwy problem leży zupełnie gdzie indziej — w ludzkiej psychice.
Pamiętam chłodny listopad 2021 roku. Jechałem warszawskim Uberem, a kierowca — sympatyczny gość po pięćdziesiątce — z wypiekami na twarzy tłumaczył mi, dlaczego właśnie ładuje oszczędności życia w Solanę po 240 dolarów. Kilkanaście dni później wykres zaczął potężnie krwawić. Historyczny szczyt to genialny lep na muchy. Działa jak elektromagnes na spóźnialskich detalistów, którym nagle wydaje się, że cyfrowy pociąg do bogactwa za moment odjedzie z peronu bez nich.
Kiedy kurs Bitcoina lub jakiegokolwiek gorącego altcoina uderza w swoje najwyższe pułapy, giełdowe grubasy z wielomilionowymi portfelami cicho zacierają ręce, bo wreszcie zyskują gigantyczną płynność. Mają komu upłynnić swoje wory monet bez drastycznego zbijania kursu w dół.
Bolesne, prawda?
Jeżeli chcesz przetrwać w tej branży dłużej niż jeden pełny cykl hossy, przestań polować na zielone świece wybijające kolejne sufity. Zamiast tego wdrażaj schemat, który dla własnego użytku nazywam weryfikacją pustego wolumenu. Możesz to zrobić zaraz po zalogowaniu na giełdę:
Kupowanie na absolutnej górce zostaw naiwnemu tłumowi z forów obrazkowych. Ty masz z tego rynku wyciągać zyski, a nie sponsorować wcześniejsze wejścia innych graczy.