Siema ekipa. Dużo się ostatnio mówi o tym całym krypto na giełdzie, ale im więcej o tym czytam, tym bardziej mam mętlik w głowie. Wszędzie trąbią o jakichś nowościach, miliardach dolarów napływających na rynek, ale konkretów dla zwykłego Kowalskiego jest mało. Powiedzcie mi tak na chłopski rozum: co to są fundusze ETF na Bitcoina i jak w nie inwestować?
Z tego co ogarniam, to taki fundusz giełdowy na kryptowaluty działa dość podobnie jak klasyczny ETF na złoto czy akcje z indeksu S&P500. Zamiast bawić się w zakładanie kont na dziwnych giełdach krypto (wiadomo jak to z nimi bywa, upadki FTX i te sprawy) i trzymanie kluczy prywatnych na jakichś sprzętowych pendrive'ach, po prostu kupuje się jednostki uczestnictwa przez normalnego, regulowanego brokera. Dobrze to kminie? Chodzi mi głównie o to, czy te słynne spot ETF na BTC faktycznie mają pokrycie w prawdziwym fizycznym bitcoinie, czy to tylko jakieś papierowe obietnice i derywaty? Ktoś to wogóle audytuje? Słyszałem, że weszły w to grube ryby z Wall Street, tacy giganci jak BlackRock czy Fidelity, więc chyba nie mogą sobie tak po prostu lecieć w kulki z klientami.
Ale dobra, przejdźmy do samych konkretów, czyli jak inwestować w fundusze oparte na bitcoinie z naszej polskiej perspektywy. Mam zwykłe konto maklerskie w mBanku i u brokera XTB. Czy przez polskie domy maklerskie da się bez problemu kupić amerykańskie ETF-y na kryptowaluty? Wiem że w Europie mamy te całe ETN czy ETP (jaka to wogóle różnica dla przeciętnego ciułacza?), ale czy inwestowanie w BTC przez giełdę w ten sposób jest tak samo bezpieczne? Interesuje mnie też jak wyglądają opłaty za zarządzanie (wskaźnik TER) przy takich funduszach krypto. Nie ukrywam, że zależy mi przede wszystkim na wygodzie. Chciałbym po prostu dorzucić trochę ekspozycji na bitcoina do mojego portfela IKE/IKZE, żeby trochę zdywersyfikować ryzyko i wziąść udział w ewentualnej hossie. Da się to zrobić na kontach emerytalnych?
Zastanawiam się też mocno nad kwestią podatków. Jak kupię prawdziwego bitka na Binance, to rozliczam się z zysków kapitałowych z krypto (standardowe 19%), ale jak kupię fundusz indeksowy replikujący cenę bitcoina, to to podpada pod normalne akcje i moge to kompensować ze stratami na innych spółkach, prawda?
Kolejna sprawa to kwestia samej własności. Wiadomo, w środowisku krypto jest to święte hasło not your keys, not your coins. Czy inwestowanie w Bitcoin ETF nie zaprzecza trochę samej idei decentralizacji? Z drugiej strony, dla kogoś kto chce tylko zarobić na wzroście kursu i nie ma ochoty uczyć się obsługi portfeli, taki giełdowy instrument finansowy wydaje się super opcją. Pytanie tylko czy warto wziąść na siebie ryzyko trzeciej strony, czyli emitenta takiego funduszu.
Dajcie znać jak wy do tego podchodzicie. Macie w swoich portfelach jednostki ETF na bitcoina, czy jednak wolicie kupować fizyczne krypto i trzymać u siebie? Który polski lub zagraniczny broker ma teraz najlepszą ofertę na fundusze kryptowalutowe dla detalu? Będę mega wdzięczny za łopatologiczne wyjaśnienie tematu i polecenie konkretnych tickerów, bo narazie mam totalny chaos. Z góry dzięki!
Siemano! Dobrze kminisz podstawy i super, że pytasz przed wrzuceniem własnego hajsu, bo w tej krypto dżungli faktycznie idzie się zgubić. Zrobił się teraz potężny hype, ulica powoli zaczyna łapać FOMO, więc z każdej strony leci spam o tym, że fundusze wchodzą na rynek. Rozkładając na czynniki pierwsze temat tego, co to są fundusze ETF na Bitcoina i jak w nie inwestować, musisz ogarnąć kilka kluczowych różnic między rynkiem w USA, a tym co my mamy tutaj w Europie. Postaram Ci się to wyłożyć maksymalnie łopatologicznie, bez zbędnego nadęcia.
Odpowiadając na Twoje pierwsze pytanie: tak, te słynne amerykańskie fundusze giełdowe na kryptowaluty, czyli spot ETF na BTC od gigantów takich jak BlackRock, Fidelity czy Ark Invest, mają w 100% fizyczne pokrycie w prawdziwym bitcoinie. To nie są żadne derywaty, kontrakty futures czy papierowe obietnice jak to miało miejsce jeszcze parę lat temu. Mechanizm jest prosty – jak kupujesz u nich jednostki ETF na bitcoina, to oni za ten hajs muszą kupić fizyczne monety na rynku i zamknąć je w u autoryzowanego powiernika (zazwyczaj jest to giełda Coinbase, która trzyma to na cold walletach). Instytucje finansowe tego kalibru nie mogą sobie lecieć w kulki. Są podpięci pod nadzór SEC, mają audyty on-chain i wszystko musi się zgadzać co do satoshiego.
Ale teraz wjeżdża brutalna polska i europejska rzeczywistość, jeśli chodzi o to jak inwestować w fundusze oparte na bitcoinie. Jako zwykły polski detalista, mając konto w mBanku czy na XTB, nie kupisz amerykańskiego ETF-a na Bitcoina. Unia Europejska zablokowała to swoimi regulacjami (słynne dyrektywy MIFID II i wymóg posiadania dokumentów KID po polsku, których Amerykanie nie robią). My w Europie zamiast klasycznych ETF-ów mamy ETN (Exchange Traded Notes) oraz ETC (Exchange Traded Crypto).
Pytasz jaka to różnica dla przeciętnego ciułacza? W praktyce – znikoma. Z prawnego punktu widzenia ETN to dłużny instrument finansowy, ale te największe europejskie krypto ETN-y również są w 100% zabezpieczone fizycznym bitcoinem. Działa to więc identycznie jak fundusz indeksowy replikujący cenę bitcoina. Kupujesz, cena BTC rośnie o 10%, twój papier rośnie o 10%. Z perspektywy kogoś, kto chce po prostu złapać ekspozycję na krypto z poziomu zwykłego konta maklerskiego, to jest to samo.
Skoro interesuje Cię jak wyglądają opłaty za zarządzanie, to powiem Ci, że w Europie wskaźnik TER (Total Expense Ratio) jest niestety trochę wyższy niż w USA (tam zjechali z prowizjami prawie do zera przez wojnę cenową). W europejskich funduszach kryptowalutowych dla detalu opłaty wahają się zazwyczaj od 0.9% do 1.5% w skali roku, choć ostatnio pojawiają się tańsze opcje w okolicach 0.3-0.5%. W cenę wliczone masz ubezpieczenie i to, że jakiś fundusz martwi się o bezpieczeństwo kluczy prywatnych za Ciebie.
A teraz największy sztos, o który pytałeś, czyli podatki i konta emerytalne. Tak, inwestowanie w BTC przez giełdę ma tu gigantyczną przewagę! Kiedy kupujesz czyste krypto na Binance czy Krakenie, wypełniasz PIT-38 z sekcji kryptowalut i bulisz 19% podatku Belki, i z niczym tego nie skompensujesz. Natomiast kiedy kupujesz europejskie papiery ETN na BTC przez XTB albo Bossa, urząd skarbowy traktuje to jak normalne akcje. Oznacza to, że zyski z funduszu na bitcoina możesz bez problemu kompensować ze stratami np. na akcjach CD Projektu czy jakiegoś innego JSW.
I tu wjeżdża temat IKE/IKZE. Da się tam zapakować krypto! Skoro to są normalne papiery wartościowe notowane na europejskich giełdach (najczęściej we Frankfurcie na Xetrze), to możesz załadować sobie jednostki uczestnictwa na konto emerytalne. Kupujesz ETN na bitcoina na IKE, trzymasz do 60 roku życia i wypłacasz zyski z hossy całkowicie bez podatku Belki. To jest taki legalny hack na system, że głowa mała. XTB i mBank mają w swojej ofercie te papiery. Poszukaj sobie na platformie takich tickerów jak np. BTCE.DE (od ETC Group), VBTC.DE (VanEck) albo produktów od CoinShares. To są obecnie największe i najbardziej płynne europejskie fundusze tego typu. Wystarczy wpisać ticker w szukajkę u brokera.
Co do kwestii ideologicznych, to jasne – dla hardkorowych kryptofanatyków kupowanie krypto przez giełdę tradycyjną to herezja. Not your keys, not your coins to fundament tego ekosystemu. Jeśli kupujesz przez XTB, to ryzykujesz tym, że broker zbankrutuje, albo że emitent ETN-a zwinie manatki (choć depozyt i tak jest wydzielony). Pozatym nie zrobisz tymi środkami żadnej transakcji w blockchainie, nie prześlesz ich koledze na drugi koniec świata. Jesteś uwiązany w systemie fiat.
Z drugiej strony nie czarujmy się. Większość ludzi szukających informacji pod hasłem 'co to są fundusze ETF na Bitcoina i jak w nie inwestować' nie ma zamiaru walczyć z systemem bankowym, uczyć się obsługi portfeli sprzętowych Trezor czy Ledger, czy martwić się że zgubią kartkę z seedem i stracą oszczędności życia. Chcą po prostu zarobić hajs na wzroście kursu i dywersyfikować portfel. Dla nich taki fundusz giełdowy na kryptowaluty to wybawienie. Napewno jest to bezpieczniejsze dla laika niż zakładanie kont na szemranych giełdach krypto zarejestrowanych na jakichś wyspach, które potrafią wyparować z dnia na dzień.
Ja osobiście mam podejście hybrydowe. Prawdziwego bitka, którego traktuję jako long-term hold na lata, trzymam na własnym zimnym portfelu sprzętowym – pełna samokontrola. Ale równocześnie mam załadowane ETN-y na Bitcoina na moim koncie IKE w XTB, żeby w pełni legalnie i wygodnie uciec przed podatkiem od zysków kapitałowych jak już będę stary.
Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem temat i wiesz już jak ugryźć inwestowanie w BTC przez giełdę. Pamiętaj tylko o jednym – krypto to mega zmienny rynek. To, że wejdziesz w to przez poważne polskie domy maklerskie, nie uchroni Cię przed tym, że cena instrumentu może spaść o 50% w miesiąc. Zarządzaj ryzykiem i nie pakuj się pod korek. Powodzenia na rynkach!
Siemka, ziomek wyżej w zasadzie rozwalił system i wyjaśnił technicznie chyba wszystko co najważniejsze, ale ja od siebie dorzucę jeszcze parę groszy, bo ludzie często lecą na pałę i zapominają o kilku mega ważnych szczegółach.
Jak sprawdzasz co to są fundusze ETF na Bitcoina i jak w nie inwestować przez nasze polskie podwórko, to musisz ogarnąć temat ryzyka walutowego. Serio, to jest cichy zabójca zysków. Bitek jest wyceniany globalnie w baksach, a te wszystkie europejskie ETN-y, o których pisał przedmówca (te notowane w Niemczech czy Paryżu), kupujesz przeważnie w euro. Ty na konto u polskiego brokera wpłacasz PLN. Jeśli nagle dolar i euro mocno osłabią się do naszej złotówki, to nawet jak sam bitcoin wystrzeli na wykresie, twój zysk w apce maklerskiej może wyjść na zero. Warto o tym pamietać, bo mnóstwo świerzaków łapie zonka, jak widzą zielono na krypto, a u nich na koncie bieda.
Druga sprawa, o której mało kto wspomina w kontekście wejścia w krypto przez tradycyjne giełdy, to weekendy. Krypto lata 24/7, nie ma świąt ani przerw na spanie. Natomiast giełda w Frankfurcie zamyka się w piątek po południu i otwiera w poniedziałek rano. Jak w weekend na rynku krypto odwali się jakaś gruba akcja i kurs tąpnie o 20% (co w tym świecie jest normą), to ty z tym swoim papierowym funduszem nie zrobisz absolutnie nic. Jesteś ugotowany i czekasz do poniedziałku na potężną lukę spadkową na otwarciu sesji. To jest ten minus bycia uwiązanym w klasyczny system finansowy. Płacisz za wygodę utratą płynności w weekendy.
A jak już gadamy o tym, jak inwestować w fundusze oparte na bitcoinie, żeby nie płacić zbyt dużo, to przemyśl jeszcze opcję tzw. spółek proxy. Wszyscy jarają się wskaźnikiem TER i tym spot ETF na BTC, a tymczasem jest inny patent na inwestowanie w BTC przez giełdę bez zabawy w same fundusze i ETN. Zamiast nich, sporo wiary pakuje kasę poprostu w akcje MicroStrategy (MSTR). Gość który tym zarządza, Michael Saylor, napakował na bilans firmy tyle bitcoinów, że te akcje działają teraz w zasadzie jak lewarowany fundusz giełdowy na kryptowaluty. Plus jest taki, że kupujesz normalną akcję amerykańskiej firmy (na XTB prowizja 0%), nie płacisz żadnych rocznych opłat za zarządzanie jak w ETF, no i masz to z głowy. Podatkowo działa to tak samo zajebiście – możesz to wrzucić na IKE albo IKZE i zapomnieć na lata. Ewentualnie ludzie kupują spółki zajmujące się kopaniem krypto, np. Marathon, ale to już bardziej zależy od cen prądu i sprzętu, więc to trochę inna bajka.
Co do psychiki, to posiadanie jednostek funduszu indeksowego replikującego cenę bitcoina zaraz obok nudnych ETFów na akcje potrafi zryć beret. Jak masz własny zimny portfel w szufladzie, to nie chce ci się go wyciągać przy każdym spadku, co naturalnie chroni przed panic sellami. A w apce na telefonie? Jedno kliknięcie i po pozycji. Musisz mieć stalowe nerwy.
Dobra, tyle ode mnie. Fajnie, że wogóle myślisz o dodaniu tego do portfela, bo ignorowanie tej klasy aktywów to dzisiaj trochę jak ignorowanie internetu w latach 90. Trzymaj się planu, rozkładaj zakupy w czasie (DCA) i będzie git. Piona!