Siema wszystkim. Ostatnio sporo siedzę na coinmarketcapie i próbuje ogarnąć te wszystkie metryki, bo szukam jakichś fajnych altów na nadchodzącą hossę. Ale mam jedną, konkretną zagwozdkę i liczę na wasze doświadczenie. Chodzi mi o to nieszczęsne circulating supply. Tak na chłopski rozum, co to jest podaż w obiegu w kryptowalutach i dlaczego wszyscy na twitterze tak o tym trąbią?
Wszędzie widzę te pojęcia: total supply, max supply i właśnie ta rynkowa podaż w obiegu. Ktoś mi kiedyś tłumaczył na jakimś discordzie, że to są po prostu monety, które fizycznie krążą po giełdach, są w pulach płynności i leżą w portfelach ludzi. Ale czy to znaczy, że cała reszta jest gdzieś na twardo zamrożona? Bardzo często widzę projekty (szczególnie jakieś nowe gamingowe tokeny albo warstwy drugie), gdzie podaż w cyrkulacji to na przykład zaledwie 10% czy 15% całej puli. I tu od razu zapala mi się czerwona lampka.
Chcę to wziąść na logikę. Zastanawiam się, jak ta aktualna dostępność monet na rynku wpływa na ich cenę w dłuższym terminie. No bo wyobraźcie sobie sytuację: wchodzicie w projekt, a twórcy albo wczesne fundusze VC nagle odblokowują resztę coinów (te słynne token unlocki). Wtedy rynkowa podaż w obiegu drastycznie rośnie z dnia na dzień. A jak jest więcej towaru do kupienia na giełdach krypto, to cena napewno musi zaliczyć glebę, no bo podaż przewyższa popyt. Dlatego zastanawiam się, czy w ogóle patrzycie na circulating supply krypto zanim zdecydujecie się w coś wejść ze swoimi pieniędzmi?
Dla mnie to wygląda jak jakaś chora, ukryta inflacja w świecie krypto. Kupujesz sobie baga, liczysz że zaraz będzie piękny moon, a tu nagle devsi zrzucają ci na łeb kolejne miliony tokenów, które właśnie weszły do publicznego obiegu. Przecież takie rozwodnienie zabija każdy większy wzrost.
Druga sprawa to sam market cap, czyli całkowita kapitalizacja rynkowa. Gdzieś wyczytałem, że liczy się to właśnie mnożąc obecną cenę pojedynczej monety przez aktualną ilość krypto w obiegu rynkowym. Jeśli tak faktycznie jest, to kapitalizacja projektu może sztucznie rosnąć i bić rekordy nawet wtedy, kiedy cena samego tokena stoi w miejscu albo wręcz powoli spada. Dzieje się tak pod warunkiem, że do cyrkulacji po prostu wrzucają ciągle nowe monety. Dobrze to kumam, czy coś mocno pomieszałem?
Dajcie znać jak wy do tego podchodzicie, bo to forum to zawsze niezła skarbnica wiedzy. Czy ignorujecie całkowicie to, ile wynosi maksymalna podaż i skupiacie się tylko i wyłącznie na tym, co to jest podaż w obiegu w danym momencie? Macie jakieś swoje żelazne zasady inwestycyjne co do tokenomiki? Np. że w ogóle nie tykacie coinów, gdzie krążąca podaż tokenów jest mniejsza niż powiedzmy 50% i uciekacie od tego z daleka? Z góry wielkie dzięki za rozjaśnienie tego tematu, chciałbym ogarnąć te wskaźniki podaży zanim znowu ktoś mnie ubierze na lokalnej górce!
Siema ziomek. Od razu ci powiem na wstępie – bardzo dobrze kminisz i ogromny szacun, że w ogóle na to patrzysz. Większość ulicy wbija na giełdę, widzi fajne logo, chwytliwą nazwę i kupuje jak leci, a potem jest wielki płacz, że ich wywieźli w las i zrobili z nich exit liquidity. Tokenomika to jest absolutna podstawa i jak tego nie ogarniasz, to jesteś po prostu dawcą kapitału dla grubszych ryb. Pytałeś dokładnie, Co to jest podaż w obiegu (circulating supply) w kryptowalutach? – i tak jak sam wywnioskowałeś, to są te wszystkie coiny, które nie są zablokowane w smart kontraktach i w teorii każdy z nich może zostać w każdej chwili rzucony na rynek (czyli na giełdy typu CEX, pule płynności na DEXach, albo leżą sobie spokojnie u kogoś na cold wallecie).
Pytasz, gdzie jest ta reszta i czy jest "na twardo zamrożona". No właśnie jest i to jest klucz do całej tej zabawy. Wyobraź sobie, że startuje nowy projekt. Twórcy, czyli devsi, plus wczesne fundusze VC (ci goście z grubym portfelem, którzy finansują projekt zanim ty w ogóle o nim usłyszysz na Twitterze) dostają tokeny za dosłownie ułamki centów. Ale żeby nie zrzucili tego od razu na łeb takim detalarzom jak my na debiucie, mają tzw. vesting. Ich tokeny są zablokowane w kodzie na przykład na rok, a potem uwalniają się co miesiąc przez kolejne dwa lata. Kiedy następuje ten słynny token unlock, rynkowa podaż w obiegu nagle rośnie. Jak towaru jest nagle więcej, a nowych chętnych do kupna brakuje, to cena leci na pysk. Czysta ekonomia.
To co napisałeś o inflacji – stary, trafiłeś w punkt. To jest wręcz ukryta hiperinflacja. Często ta krążąca podaż tokenów to ułamek całości. Meta ostatnich kilkunastu miesięcy na rynku to "Low Float, High FDV". Oznacza to, że giełdy i twórcy wypuszczają projekt, gdzie podaż w cyrkulacji to marne 5% czy 10% (low float), ale pompują cenę pojedynczego coina tak, żeby całkowita wycena przy maksymalnej podaży (High FDV - Fully Diluted Valuation) sięgała miliardów dolarów. Dlaczego tak robią? Bo jak circulating supply krypto jest malutkie, to bardzo łatwo pompować cenę kilkoma milionami dolarów. Wtedy algorytmy na coinmarketcapie i twitterze szaleją, że projekt rośnie o 100% dziennie, leszcze łapią FOMO i kupują. A co się dzieje potem? Devsi powoli odblokowują resztę puli i zasypują ten popyt nowymi monetami.
Twój rozkmin na temat market capu (kapitalizacji rynkowej) to jest strzał w dziesiątkę. Podaż w obiegu w kryptowalutach pomnożona przez cenę daje nam właśnie ten market cap. I tu jest największy wałek, na którym łapią się nowicjusze. Załóżmy, że projekt ma aktualną ilość krypto w obiegu rynkowym na poziomie 10 milionów sztuk, a cena to 1$. Market cap wynosi 10 baniek. Ty kupujesz tego baga i trzymasz. Mija pół roku. Cena coina spadła do 0.50$, ty jesteś w plecy 50%. Ale devsi w międzyczasie wrzucili z unlocków kolejne 30 milionów tokenów. Teraz rynkowa podaż w obiegu to 40 milionów sztuk. Mnożysz to przez cenę 0.50$ i bum – market cap wynosi 20 baniek! Projekt z punktu widzenia rankingu CMC "rośnie", giełda się cieszy z obrotów, całkowita kapitalizacja jest wyższa, a ty i tak jesteś srogo w dupę na swoim portfolio. Pozatym wielu ludzi tego w ogóle nie sprawdza, patrzą tylko na ranking market capu i myślą "o, projekt się rozwija". Bzdura.
Jeśli pytasz, czy patrze na to przed wejściem w projekt – no jasne, to jest pierwsza rzecz jaką sprawdzam! Całkowita podaż i maksymalna podaż to są metryki, które zawsze musisz zestawiać z tym, ile wynosi aktualny obieg rynkowy kryptowalut danego projektu. Złota zasada wielu degenów jest taka: patrz zawsze na FDV, czyli wycenę rozwodnioną (cena razy maksymalna podaż). Jeśli FDV jakiegoś nowego gamingowego shita wynosi 5 miliardów dolarów, a to nawet nie ma grywalnej bety, to uciekasz z krzykiem, bo to znaczy, że wyceniono to drożej niż potężne firmy z realnego świata.
Co do moich żelaznych zasad inwestycyjnych. Czy unikam projektów, gdzie podaż w cyrkulacji jest poniżej 50%? Niekoniecznie uciekam w popłochu, bo na tym też da się zarobić. Jak projekt startuje i ma np. 15% tokenów w obiegu, a następny duży unlock (tzw. cliff) jest dopiero za 6 miesięcy, to masz pół roku na spekulację. Z małą krążącą podażą tokenów cena jest bardzo responsywna na kupowanie (mało papieru do zrzutu). Wchodzisz, łapiesz pompę, i wychodzisz zanim odblokują baga dla funduszy. Ale to jest zagranie na krótki, max średni termin. Do długoterminowego trzymania (tzw. hodlu na lata) szukam projektów, które mają już rozdaną większość tokenów (najlepiej 70-80% i więcej). Wtedy wiesz, że nikt ci nagle nie zrzuci na głowę milionów coinów z powietrza.
Reasumując twój dylemat, odpowiedź na to Co to jest podaż w obiegu (circulating supply) w kryptowalutach? to nie tylko sucha definicja ile monet lata po sieci. To jest wskaźnik tego, jak bardzo twórcy będą cię w przyszłości rozwadniać. Im większa przepaść między circulating a total supply, tym mocniej musisz uważać na kalendarz unlocków. Zawsze używaj apek do śledzenia token unlocków (są darmowe strony, które to pokazują jak na tacy). Jak widzisz, że za tydzień na rynek wjeżdża towar warty 20% obecnego market capu, to pakujesz manatki i ewakuujesz się z tego statku.
Naprawde, stary, fakt że o to pytasz stawia cię wyżej niż większość gości na tym forum. Zrozumienie tych wskaźników podaży i ogarnięcie czym jest rynkowa podaż w obiegu vs pełne rozwodnienie to jedyny sposób, żeby przetrwać na tym chorym rynku i nie dać się wydoić funduszom, które drukują tokeny z powietrza. Kumasz już bazę, teraz tylko odpal sobie wykresy unlocków na konkretnych altach i sam zobaczysz korelacje, jak po każdym zrzucie cena pięknie szoruje po dnie. Trzymaj się i udanych łowów na hossie!
Siemano, poprzednik wyłożył ci kawe na ławe jeśli chodzi o te bezlitosne zrzuty od funduszy VC i to jak brutalnie potrafią rozjechać cene. Super to wyjaśnił, ale muszę dorzucić trochę innej perspektywy, bo jak zaczniesz patrzeć na tokenomikę tylko przez pryzmat strachu przed inflacją, to ominie cię masa genialnych zagrań na rynku. Rozkminiając co to jest podaż w obiegu (circulating supply) w kryptowalutach bardzo łatwo wpaść w skrajną paranoję i całkowicie skreślić mega obiecujące projekty.
Słuchaj, wszyscy gapimy się w te metryki na coinmarketcapie i traktujemy je jak wyrocznie. Apka pokazuje ci, że podaż w cyrkulacji to powiedzmy 40%. Odpala ci się alarm w głowie. Ale tu wjeżdża bardzo ważny czynnik, o którym ludzie nagminnie zapominają – staking i to, co ja nazywam "rzeczywistą" płynnością.
To, że oficjalna rynkowa podaż w obiegu wynosi x milionów sztuk, wcale nie znaczy, że te wszystkie coiny leżą na giełdach gotowe do sprzedania. W wielu potężnych layer 1 czy mocnych altach ludzie masowo blokują swoje tokeny w smart kontraktach walidatorów, żeby kosić pasywny procent. Te monety niby są w rynkowym obiegu, ale fizycznie nikt ich nie zrzuci z sekundy na sekundę, bo ich wyciągnięcie ze stakowania (tzw. unbonding period) trwa nieraz 14 albo 21 dni. Przez to ta "prawdziwa" aktualna ilość krypto w obiegu rynkowym jest drastycznie mniejsza. Jak podaż jest wysuszona przez staking, a wchodzi nowy popyt, to cena leci w kosmos o wiele szybciej niż wynikałoby to z suchego market capu.
Druga sprawa, żeby nie demonizować tak tych unlocków. Ziomek wyżej straszył rozwodnieniem, i jasne, ma rację, ale pomyśl o popycie (utility). Jeśli projekt faktycznie dowozi coś konkretnego, ma zajebistą aplikację, a użytkownicy muszą non stop kupować dany token żeby opłacać gaz albo jakieś usługi w sieci, to rynek jest w stanie wchłonąć tę nową podaż z uśmiechem na ustach. Zanim spanikujesz i powiesz pass, spradź komu dokładnie uwalniają te tokeny. Jeżeli zrzut idzie do community w formie airdropów czy nagród za używanie sieci, to część ludzi oczywiście to sprzeda, ale wielu zostawi na dłużej albo dorzuci do płynności. Gorzej, jak 100% z miesięcznego unlocka ładuje się na portfele grubasów z funduszy – ci goście to bezduszne maszyny do robienia hajsu i sypią po bidach bez mrugnięcia okiem.
Totalnie zapomnieliśmy też o jednym kluczowym mechaniźmie, który robi rynkową magię w drugą stronę. Mam na myśli spalanie tokenów (burns). Ty się martwisz ile wynosi circulating supply krypto i jak szybko rośnie, ale co jeśli twórcy wpisali w kod deflację? Dobrym przykładem było ETH po zmianie na Proof of Stake. Maksymalna podaż albo całkowita podaż to jedno, ale jeśli protokół systematycznie niszczy część opłat transakcyjnych wysyłając je na martwy adres, to obieg rynkowy kryptowalut z czasem po prostu się kurczy. Mniej tokenów w kasie = ciężej je zdobyć = cena idzie w góre. To jest potężna siła, która często neutralizuje to, co robią unlocki.
Pytasz o żelazne zasady. Moja jest taka: nigdy nie skreślam projektu z niskim floatem z góry na sam start. Czasem te najgorsze shity, które mają ledwo 10-15% wrzucone w rynek, robią najbardziej chore x10 na początku cyklu. Dlaczego? Bo przy tak małym circulating supply market makerzy mogą sterować kursem dosłownie małym palcem. Wchodzę, łapię ten sztuczny hype, ale mam ustawiony stoper na kilka dni przed pierwszym klifem (dużym unlockiem). Z kolei pod typowy hold na dwa lata do portfela ładuje tylko takie bagi, gdzie większość tokenów już krąży w ekonomii i żadne chciwe dewy nie wydrukują mi nagle darmowych tokenów na swoje nowe porsche.
Kontekst to król na tym rynku. Sucha odpowiedź na to co to jest podaż w obiegu nic ci nie da, jeśli nie wiesz, jak te monety pracują w ekosystemie. Trzymajcie sie na tych wykresach i oby hossa była dla nas łaskawa!