Siema wszystkim. Słuchajcie, non stop przewija mi się ostatnio na Twitterze i różnych telegramowych grupach temat DePIN. Gdzieś w jakimś artykule mignęło mi mega dziwne polskie tłumaczenie "Zentralizowana Fizyczna Infrastruktura Sieciowa" (choć to chyba jakiś ostry babol tłumacza i po prostu na siłę wcisnęli centralizację, a powinno być zdecentralizowana, no bo o to przecież chodzi w krypto, ale mniejsza o to, tak było w tytule wpisu). Ktoś z was może mi wytłumaczyć tak na chłopski rozum co to jest DePIN i z czym to się w ogóle je?
Z tego co na razie ogarniam, to cała ta koncepcja polega na łączeniu fizycznego sprzętu z blockchainem. Czyli nie są to już tylko czysto wirtualne tokeny i jakieś apki do przerzucania memecoinów, ale coś co ma realne odzwierciedlenie w fizycznym świecie. Dobrze kminię? Słyszałem o udostępnianiu miejsca na dyskach, łącza internetowego, a nawet jakichś danych z kamer samochodowych, za co normalnie dostaje się krypto. Kojarzę stary temat Helium z routerami do rozszerzania zasięgu sieci, albo projekty gdzie po prostu udostępniasz moc obliczeniową swojej karty graficznej pod rendering. Ale czy to wszystko ładuje się do jednego wora pod nazwą fizycznej infrastruktury sieciowej?
Pytam o to, bo zastanawiam się czy warto się tym mocniej zainteresować i czy napewno da się na tym zarobić budując taki pasywny dochód. Z jednej strony brzmi to ekstra – można wziąść jakiś zalegający w domu sprzęt, podpiąć do gniazdka, zainstalować soft i pomagać w budowaniu wielkiej globalnej sieci. Z drugiej strony, trochę śmierdzi mi to powtórką z Chia sprzed paru lat, gdzie wiara nakupowała tonę drogich dysków, a potem zyski z kopania spadły prawie do zera.
Czym ta cała zdecentralizowana infrastruktura różni się tak naprawdę od zwykłego chmurowego AWSa czy serwerów od Google Cloud? Wiadomo, omija się gigantów technologicznych i korpo, ale jak to fizycznie działa z perspektywy projektów? Jeśli jakiś startup chce zrobić np. sieć czujników smogu w dużych miastach albo postawić mapę stacji ładowania elektryków, to zamiast budować wszystko za swój hajs, wypuszcza tokeny i płaci zwykłym ludziom za to, że oni sami kupią i zamontują te urządzenia u siebie? Brzmi w sumie jak mega sprytny crowdfunding na sterydach.
Tylko jak z bezpieczeństwem? No bo jak w ramach jakiegoś projektu DePIN wpuszczam ruch z zewnątrz na swój domowy router albo udostępniam dysk twardy, to czy to jest legitne i nikt mi nie wjedzie na kompa? Dużo się teraz gada o Web3, internecie rzeczy (IoT) i łączeniu krypto z realem, więc czuję, że te sieci to będzie jeden z głównych motorów napędowych na obecnej hossie.
Ktoś z was już siedzi mocniej w temacie udostępniania sprzętu pod krypto? Macie postawione u siebie jakieś nody albo sensory? Będę mega wdzięczny za wytłumaczenie koncepcji DePIN tak krok po kroku i rzucenie okiem czy to po prostu kolejna chwilowa bańka, czy faktycznie jakaś zmiana układu sił na rynku technologicznym. Podrzućcie też jakieś fajne projekty jeśli coś kopiecie!
Siema! Dobrze, że pytasz, bo temat grzeje teraz na tagach i grupach jak jasna cholera. Ten potężny babol z tytułu, o którym wspominałeś, czyli fraza Co to jest DePIN (Zentralizowana Fizyczna Infrastruktura Sieciowa)? to faktycznie jakiś absurdalny żart pismaków z jakiegoś mainstreamowego portalu, którzy wkleili tekst w translator i nawet tego nie przeczytali. Wiadomo, że litera "D" w tym skrócie od początku oznacza Decentralized, czyli mówimy o ZDECENTRALIZOWANEJ fizycznej infrastrukturze sieciowej. No ale spoko, algorytmy wyszukiwarek i tak łapią ten zepsuty termin, a naganiacze na Twitterze kopiują go bezmyślnie dalej. Kminisz temat w 100% dobrze, więc spróbuję ci to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze tak konkretnie i z perspektywy kogoś, kto już trochę sprzętu pod krypto przerobił.
Zacznijmy od podstaw. Żeby ogarnąć co to jest DePIN i z czym to się je, musisz pomyśleć o czymś na kształt Ubera, ale dla dowolnego sprzętu elektronicznego na świecie. Ktoś ma jakieś wolne zasoby sprzętowe – moc obliczeniową (GPU), wolne miejsce na twardym dysku, antenę z dobrym zasięgiem, kamerkę w samochodzie, a nawet stację pogodową na dachu. Z drugiej strony jest ktoś, kto tych danych albo tej mocy cholernie potrzebuje. Zamiast płacić gigantom korporacyjnym i nabijać kabzę Bezosowi, ruch idzie przez zdecentralizowane sieci krypto. Tutaj technologia blockchain robi po prostu za totalnie niezależnego, zautomatyzowanego księgowego i globalny system rozliczeniowy.
Pytałeś, czym fizyczne sieci krypto i infrastruktura oparta na blockchainie różnią się od zwykłego chmurowego AWSa czy serwerów Google. Różnica jest wprost gigantyczna i leży w kosztach oraz sposobie odpalania biznesu (tzw. capex). Wyobraź sobie, że Google chce postawić nową serwerownię. Muszą wywalić góry hajsu na wykup ziemi, budynki, ogromne systemy chłodzenia, doprowadzenie megawatów prądu i jeszcze opłacić podatki. A jak to działa w modelach DePIN? Jeśli jakiś nowy startup z branży web3 chce zbudować wielką sieć obliczeniową pod sztuczną inteligencję, to nie kupuje ani jednego serwera. Rozpisują tokenomię, puszczają whitepaper i mówią do zwykłych ludzi: "Ej, zainstalujcie nasz soft na swoich maszynach, udostępnijcie nam to co macie, a my wam za to sypniemy naszymi tokenami". To jest potężny, globalny crowdsourcing sprzętowy. Sieci DePIN obniżają koszty wejścia dla nowych graczy niemal do zera, bo to my – ulica – finansujemy i budujemy tę sieć, a zyski dzielone są między uczestników, a nie tylko wypłacane akcjonariuszom na Wall Street.
Zastanawiasz się, czy napewno da się na tym zbudować pasywny dochód i czy to nie jest powtórka z Chia. I tu masz mega rację, że zapala ci się czerwona lampka. Chia to był dramat dla wielu osób, nakupowali palety drogich dysków HDD, trudność wystrzeliła w kosmos, a cena tokena zjechała do bazy. W starszych projektach jak Helium, gdzie trzeba było kupować dedykowane, drogie routery (czasem u koników ze srogą przebitką), mnóstwo osób też umoczyło kasę, bo zanim sprzęt do nich dotarł z Chin, nagrody (tzw. rewards) spadły na łeb na szyję przez inflację i nadpodaż nodów.
Dlatego jeśli miałbym ci coś doradzić w kwestii wejścia w tokenizację sprzętu: celuj w projekty, w których nie musisz od razu wziąść i ryzykować kilku koła na dedykowane maszyny. Najlepiej szukać takich sieci, gdzie możesz podpiąć to, co już zalega ci w chacie.
Jeśli chodzi o to, co ludzie teraz stawiają i jakie są legitne projekty, to DePIN dzieli się z grubsza na dwa obozy:
Pierwszy to zasoby cyfrowe (często nazywane DRN - Digital Resource Networks). Tu liczy się moc. Masz u siebie potężną kartę graficzną, na której grasz tylko w weekendy? Zapinasz takie projekty jak Render Network (RNDR) albo Akash. Twoja karta liczy jakieś renderingi wideo dla studiów graficznych albo robi obliczenia dla devów od AI, a ty dostajesz za to krypto. W tej samej grupie jest hajpowany teraz Grass – instalujesz wtyczkę w przeglądarce i udostępniasz swój niewykorzystany transfer internetowy pod trenowanie modeli AI. Leci to całkowicie w tle.
Drugi obóz to sieci fizyczne zlokalizowane (PRN - Physical Resource Networks). Tutaj ważne jest to, gdzie fizycznie jesteś na mapie świata. Sam używam DIMO – to taki mały moduł, który wpina się w złącze OBD2 pod kierownicą w samochodzie. Zbieram dane o spalaniu, stanie akumulatora i lokalizacji, a sieć buduje z tego zanonimizowaną bazę danych dla branży moto, nagradzając mnie tokenami. Innym hitem jest Hivemapper, gdzie ludzie kupują dashcamy, jeżdżą po mieście i mapują ulice, budując zdecentralizowaną konkurencję dla Google Maps.
Teraz twoje obawy o bezpieczeństwo. Narazie dużo ludzi ma z tym problem mentalny. "Jak to, wpuszczę ruch z zewnątrz na swój domowy router?". Legitne zdecentralizowane sieci fizyczne są bardzo mocno oparte na zaawansowanej kryptografii. To nie jest tak, że ktoś wjeżdża ci na pulpit przez teamviewera. Jeśli wynajmujesz miejsce na dysku w sieciach takich jak Filecoin czy Arweave, to dane wrzucane na twój nośnik są pofragmentowane, zaszyfrowane i rozrzucone po dziesiątkach nodów na całym świecie. Masz u siebie pliki, ale są to tylko zaszyfrowane ciągi znaków – tzw. cyfrowe śmieci z twojej perspektywy. Nikt nie ma dostępu do twojego OSa, bo sam soft odpala się w odizolowanych piaskownicach (sandboxach) lub kontenerach. Ale wiadomo, zdrowy rozsądek musi być. Jak ściągniesz jakiś lewy plik konfiguracyjny od randoma z Telegrama, to ci wyczyszczą portfele meta maska do zera. Zawsze weryfikuj oficjalne linki projektów web3.
Więc orginalnie pytałeś, czy to bańka, czy zmiana układu sił na rynku. Powiem tak: fundusze VC ładują teraz w narrację DePIN niewyobrażalne ilości kapitału. Zrozumieli, że czyste krypto bez pokrycia w realnym świecie powoli się przejada. Tu mamy do czynienia z Machine Economy – ekonomią maszyn, gdzie sprzęt zaczyna się komunikować ze sprzętem i samoczynnie wymieniać wartość po blockchainie. Pomyśl o stacjach ładowania elektryków, które automatycznie kupują najtańszy prąd od sąsiadów z panelami fotowoltaicznymi poprzez smart kontrakty. To już się dzieje.
Więc jak ktoś na discordzie znowu zapyta cię Co to jest DePIN (Zentralizowana Fizyczna Infrastruktura Sieciowa)?, to możesz mu śmiało odpisać, że ten skrót to przyszłość łączenia krypto z realem, tylko z chujowym polskim tłumaczeniem. Wbijaj na mniejsze discordy deweloperskie, odpalaj darmowe nody na starym lapku, testuj i zbieraj airdropy. W hossie takie projekty będą srogo pompować, bo dają narrację, którą łatwo sprzedać zwykłemu kowalskiemu. Tylko pamiętaj, nie ładuj się w drogi dedykowany sprzęt na samej górce cyklu, bo zostaniesz z drogim przyciskiem do papieru!
Siema. Przedmówca wyczerpał temat od strony technicznej po mistrzowsku, ale ja muszę wrzucić tu małą łyżkę dziegciu, bo widzę na różnych grupach straszny hurraoptymizm z tym związany. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – sam siedzę w krypto od lat i uwielbiam ten trend, ale trzeba na to spojrzeć trochę chłodniej.
Gdy ktoś świeży wpada na forum i pyta Co to jest DePIN (Zentralizowana Fizyczna Infrastruktura Sieciowa)?, to zazwyczaj ma przed oczami wizję kasy leciutko kapiącej z nieba za to, że podpiął stary router do prądu. Ten nieszczęsny tłumacz zepsuł nazwę, ale mniejsza o to. Prawda jest taka, że to całe zarabianie na sprzęcie w web3 to wcale nie jest taki w 100% pasywny dochód, jak próbują nam wcisnąć youtuberzy.
Po pierwsze: koszty ukryte. Zanim odpalisz kopanie na starej grafice albo zaczniesz udostępniać miejsce na dysku, policz sobie prąd. Serio. W Polsce kilowatogodzina kosztuje ile kosztuje. Miałem swego czasu odpalonych kilka nodów do jakichś niszowych projektów i okazało się, że rachunek za prąd zjadł mi 80% tego, co wyciągnąłem w ich natywnych tokenach. A przecież dochodzi jeszcze zużycie samego sprzętu. Dysk SSD pod ciężkim obciążeniem przy Filecoinie czy Storj potrafi zajechac się dość szybko. Więc to nie jest tak, że coś leży, kurzy się i nagle robi ci wypłatę.
Druga sprawa to tokenomia, czyli z czego naprawde biorą się zyski. W modelu zdecentralizowanej infrastruktury jest tak, że projekty płacą ci swoimi własnymi tokenami, które same drukują. Na początku jest super – mało ludzi w sieci, nagrody (rewards) są duże. Potem projekt zyskuje na popularności, wbijają tysiące nowych użytkowników, a pula nagród się dzieli na wszystkich. Do tego większość z tych ludzi od razu zrzuca urobione monety na giełdzie do USDT, żeby opłacić ten nieszczęsny prąd. Efekt? Cena tokena leci na łeb na szyję. Jak nie wbijesz się w miarę wcześnie (tzw. early adopter), to potem będziesz kopać dosłownie gruz.
Poprzednik pisał o dzieleniu łącza, np. w projekcie Grass. Mega fajny pomysł, sam klikam, ale uważajcie na jedną rzecz – użyczacie swojego domowego IP. Jak system wylosuje ci do przetworzenia zapytania z jakichś podejrzanych stron, to twoje IP może wylądować na różnych blacklistach albo złapać bana na popularnych serwisach, bo pomyślą, że jesteś botem. Dlatego wielu wyjadaczy radzi odpalać takie rzeczy na tanich VPS-ach, a nie na domowym necie z którego korzystasz na codzień. Tylko znowu – VPS kosztuje, więc kółko się zamyka.
Czy warto się w to pakować? No pewnie, że tak! Zbliża się gruba faza rynku i narracja na fizyczną infrastrukturę sieciową będzie pompować wykresy w kosmos. To o wiele bardziej namacalne niż kolejne memecoiny z psami na solanie. Ale moja rada jest prosta: traktuj to narazie jak polowanie na airdropy. Udostępniaj wolne zasoby sprzętowe w projektach, które jeszcze nie wypuściły swojego tokena. Jesteś wtedy testerem sieci, a oni potrafią potem sypnąć fajnym bonusem za to, że pomogłeś im na wczesnym etapie testnetu.
Nie kupuj na start żadnych dedykowanych koparek, sensorów antysmogowych za 500 baksów ani kamer. Zacznij od darmowych apek instalowanych w tle. Zobacz jak to działa, czy ci wogóle odpowiada i czy twój portfel krypto się powiększa. Bo wizja tego, że globalna ulica zastąpi chmury Amazona jest piękna, ale na koniec dnia wszyscy jesteśmy tu po to, żeby wyciągnąć z tego sensowny profit, a nie fundować startupom darmowe serwery.