Siema wszystkim. Ostatnio gadałem ze znajomym na discordzie o tym, co się odwaliło na rynku przez ostatnie lata i naszła mnie taka grubsza rozkmina. Chodzi mi dokładnie o te wszystkie upadki giełd kryptowalut. Pamiętacie jak jeszcze niedawno wszyscy ślepo ufali wielkim platformom i pompowali tam oszczędności życia?
Wiadomo, najgłośniejszy i najbardziej chory przypadek to bankructwo FTX. Przecież SBF latał po mediach jako cudowne dziecko branży, a jego giełda miała być super bezpieczna. A potem okazało się, że robią tam grube wałki na kasie klientów, mieszali fundusze i pożyczali wszystko swojemu funduszowi Alameda. Ludzie potracili miliony dolców z dnia na dzień. To chyba najbardziej bolesna lekcja w historii, pokazująca jak potężna i niby regulowana platforma krypto potrafi poskładać się jak domek z kart w kilka dni. Płynność wyparowała i elo, tyle widzieliście swoje portfolio.
Ale przecież afera z FTX to nie jedyny taki przypadek. Jak ktoś siedzi w krypto dłużej, to pewnie pamięta kultowy wręcz upadek Mt. Gox. Wtedy to był absolutny szok, bo oni trzymali lwią część całego wolumenu Bitcoina na świecie. Hakerzy weszli tam jak do siebie. Potem, bliżej naszych czasów, poskładało się Celsius Network (choć to bardziej platforma pożyczkowa, ale zasada identyczna), zbankrutowało BlockFi czy Voyager. Każdy z tych projektów obiecywał złote góry, zyski za nic i pełne bezpieczeństwo.
Napewno część z was miała tam jakieś środki. Sam miałem parę stówek na Celsiuszu i muszę to spisać na straty, nauczka kosztuje.
No i tu dochodzimy do najważniejszego - czego nas uczy bankructwo giełd krypto? Moim zdaniem prawda jest brutalna. Musimy w końcu wziąść odpowiedzialność za swój hajs. Hasło not your keys, not your coins to nie jest jakieś gadanie odklejonych bitcoiniarzy, tylko absolutna podstawa przetrwania w tej branży. Jeśli trzymasz swoje altcoiny, tokeny czy BTC na scentralizowanej giełdzie, to tak naprawdę dajesz im darmowy kredyt. Ufasz, że oddadzą ci kasę jak klikniesz przycisk wypłaty. A jak jest run na giełdę, to nagle przycisk przestaje działać.
Ja po akcji z upadkiem FTX w końcu ogarnąłem się i przerzuciłem wszystko na portfel sprzętowy. Cold wallet to podstawa, zrzucam z giełd krypto od razu jak coś kupię. Traktuję platformy tylko jako szybki kantor. Wpłacam fiaty, kupuję co mam kupić i natychmiast uciekam na swój seed.
Ciekawy jestem jak wy do tego podchodzicie po tych wszystkich aferach. Czy historia upadłych platform i scamy w ogóle czegoś nauczyły typowego ulicznego inwestora? A może znacie jeszcze jakieś mniejsze giełdy cyfrowych aktywów, które zwinęły manatki i wyparowały z kasą w ostatnim czasie? Dajcie znać, wymieńmy się doświadczeniami, bo mam wrażenie, że za chwilę ulica znowu rzuci się na zakupy i nowi wdepną w te same miny.
Siema byku, bardzo dobrze że zakładasz taki wątek, bo temat pt. jakie giełdy zbankrutowały i czego nas to uczy (np. FTX) to jest absolutny fundament, który powinien być wbijany do głowy każdemu świeżakowi na wejściu do tego kasyna. Jak widzę, co ulica odpierdalała w poprzedniej hossie, to łapię się za głowę. Ludzie naprawde myśleli, że jak coś ma logo na stadionie w Miami i reklamuje to Tom Brady, to jest bezpieczne jak w banku szwajcarskim. A potem wielki płacz, bo zrobili z nich dawców kapitału.
Zgadzam się w stu procentach, że bankructwo FTX to jest sprawa bez precedensu, ale prawda jest taka, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zapytasz weteranów, jakie giełdy krypto zbankrutowały na przestrzeni lat, to lista jest długa jak papier toaletowy. Ty wspomniałeś o Mt. Gox – klasyk. Ale przypomnij sobie co się odjaniepawliło z QuadrigaCX. To był kanadyjski gigant, pełne zaufanie, tysiące użytkowników. I nagle CEO, niejaki Gerald Cotten, jedzie sobie do Indii, niby umiera na jakąś nagłą chorobę jelit i zabiera wszystkie klucze prywatne do cold walletów do grobu. Serio? Typowa ulica łyknęła to na początku, a potem wyszło, że gość obracał kasą klientów na innych giełdach, robił wałki na lewarze i używał hajsu ludzi do gaszenia własnych pożarów. Setki milionów wyparowały. To idealny przykład pokazujący, że upadłe platformy krypto często nie upadają przez przypadek czy błąd w kodzie, ale przez czystą, ludzką chciwość i scam od samego początku.
A nasze polskie podwórko? Ktoś tu jeszcze pamięta aferę z Bitmarketem? To też była niezła lekcja. Topowa polska giełda cyfrowych aktywów zwinęła manatki z dnia na dzień. Brak płynności, dziura w budżecie na kilkadziesiąt tysięcy bitcoinów, a na koniec tragiczna śmierć jednego ze współtwórców. Ludzie potracili oszczędności życia, bo myśleli, że "nasza, polska giełda" to na pewno bezpieczna przystań. Gówno prawda. Każdy CEX (scentralizowana giełda) to czarna skrzynka. Nie widzisz, co się tam dzieje na backendzie. Wpłacasz swoje bitcoiny, a na ekranie widzisz tylko cyferki (IOU - I Owe You). Dopóki nie klikniesz "wypłać" i transakcja nie wejdzie w blockchaine, to nie masz żadnych krypto. Masz tylko obietnicę.
Czego nas uczy bankructwo giełd krypto? Oprócz tego sakramentalnego not your keys, not your coins, które powtarzamy do znudzenia, główną lekcją jest to, żeby absolutnie nie ufać w tzw. "magiczny yield". Zobacz co rozwaliło Celsiusza, BlockFi czy Voyagera. Oni obiecywali 10-15% rocznie za samo trzymanie u nich stablecoinów czy altów. Skąd ten zysk? Z powietrza? Pożyczali kasę takim degenom jak Three Arrows Capital (3AC), którzy grali na potężnym lewarze. Jak rynek tąpnął i zaczęła się gruba krypto zima, cały ten łańcuszek powiązań pękł w szwach. Upadek ekosystemu Terra/Luna pociągnął 3AC, 3AC pociągnęło platformy pożyczkowe, a panika na rynku doprowadziła do runu na giełdy, co ostatecznie obnażyło patologie FTX i Alamedy. Domki z kart.
Pytasz, czy typowy uliczny inwestor wyciągnie z tego wnioski i historia upadłych platform czegoś go nauczy. Powiem brutalnie: nie, gówno go nauczy. Pozatym jak tylko Bitcoin przebije ATH i alty zaczną robić po 100x, wejdzie nowy narybek. Świeżaki zobaczą reklamy nowych "innowacyjnych" (tfu, nienawidzę tego słowa, ale tak będą to reklamować) giełd z dźwignią x100, dadzą się skusić na darmowe 20 baksów za rejestrację i znowu wsadzą tam całe swoje portfolio. Chciwość wyłącza myślenie. Będą trzymać swoje torby pełne psięcych coinów na giełdzie, bo "przecież zaraz będę sprzedawał, nie opłaca się przerzucać na portfel sprzętowy przez te opłaty sieciowe". I znowu zostaną z ręką w nocniku, kiedy podczas gigantycznej zmienności giełda cyfrowych aktywów wrzuci komunikat o "pracach konserwacyjnych", zablokuje wypłaty i zamrozi serwery.
Twój system z traktowaniem giełd tylko jako szybki kantor to jedyna sensowna droga przetrwania w tym dzikim zachodzie. Ja robię dokładnie tak samo. Mam Ledgera i Trezora (zawsze warto dywersyfikować nawet sprzęt). Wchodzę na Krakena czy Binance, robię swap FIAT na krypto i w ciągu 5 minut środki lądują na moim własnym seedzie, w cold wallecie, odłączone od neta. Kosztuje to kilka dolców za fee transakcyjne, ale daje mi spokojny sen. Utrata środków przez hack giełdy to najgorszy rodzaj rektu, bo nawet nie masz szansy zareagować. Budzisz się rano, wchodzisz na Twittera (teraz X) i widzisz, że platforma tradingowa została wydrenowana.
Z innych giełd, które ostatnio padły lub miały ostre problemy, warto przypomnieć Cryptopię z Nowej Zelandii (hack i do widzenia, kradzież ogromnych ilości altcoinów), BitGrail (kolo oszukał ludzi na tokenach Nano) albo niedawne akcje z praniem brudnych pieniędzy na Bitzlato, gdzie wjechały służby i po prostu zamknęły biznes, mrożąc kasę użytkowników. A i jeszcze była ta giełda Thodex w Turcji, gdzie CEO zawinął się z 2 miliardami dolarów w krypto i uciekł do Albanii. Gościa co prawda złapali i dostał wyrok chyba kilkanaście tysięcy lat więzienia (serio, takie mają tam prawo xD), ale czy ludzie odzyskali hajs? Oczywiście, że nie.
Więc reasumując ten nasz wątek o tym, jakie giełdy zbankrutowały i czego nas to uczy (np. FTX), to morał jest prozaiczny. Branża krypto powstała po to, żeby uniezależnić nas od scentralizowanego systemu bankowego, w którym to bank decyduje co robisz z własną kasą. Ale ulica z lenistwa odtworzyła ten sam patologiczny system, oddając swoje tokeny pod kontrolę scentralizowanym korporacjom (CEX), stając się podatnymi na utratę środków. Dopóki ludzie nie ogarną, jak korzystać z self-custody i aplikacji DEX (zdecentralizowanych giełd), dopóty co parę lat będziemy czytać nagłówki o kolejnym genialnym miliarderze z krypto, który przepalił depozyty klientów na jachty i ratowanie swoich nieudanych trejdów.
Trzymajcie się tam na tych własnych kluczach, bo jak przyjdzie prawdziwy rajdzik na byku, to płynność na giełdach znów zacznie magicznie znikać!
Siemka. Świetnie, że to wyciągnęliście, bo temat upadków giełd kryptowalut będzie wracał jak bumerang w każdej hossie. Wyżej wypunktowaliście w zasadzie całą patologię scentralizowanych molochów i 100% racji – jak ktoś nie rozumie, że giełda to nie jest jego prywatny sejf, to predzej czy później zapłaci za to grube frycowe. SBF i bankructwo FTX to faktycznie ekstremum bezczelności, ale ten sam chory mechanizm działa od lat na mniejszych platformach.
Ale ja mam do was jedną grubą rozkminę i trochę inne spojrzenie na ten temat. Obaj piszecie o przerzucaniu wszystkiego z CEXów na Ledgera czy Trezora. Spoko, dla długoterminowego holdera to jest jedyna słuszna droga, pełna zgoda. Ale co z ludźmi, którzy chcą aktywnie handlować? Przecież nie będą co 5 minut wysyłać tokenów z zimnego portfela na CEXa i z powrotem, bo ich zeżrą same opłaty transakcyjne, a poza tym zanim transfer przejdzie w blockchainie, to okazja na dobry trejd ucieknie. I tu jest pies pogrzebany, bo to wlasnie ci aktywni gracze najwięcej tracą, kiedy dochodzi do krachu platform tradingowych. Płynność wyparowuje, a oni zostają z zablokowanymi pozycjami.
Moim zdaniem to, czego nas uczy bankructwo giełd krypto, to nie tylko paniczna ucieczka w portfele sprzętowe, ale przede wszystkim konieczność przesiadki na prawdziwe DeFi. Zobaczcie jak potężnie rozwinęły się zdecentralizowane giełdy od czasów afery z Celsiuszem. Mamy teraz takie kombajny jak dYdX czy GMX, gdzie można normalnie grać na dźwigni, stawiać shorty, longować, a to wszystko robisz bezpośrednio z poziomu własnego portfela (np. Metamask). Smart kontrakt tylko blokuje twoje depo na czas trwania trejdu, ale nikt z zarządu platformy nie może nagle pożyczyć twoich stablecoinów swojemu kumplowi z funduszu hedgingowego. Kod na to nie pozwala. Problem w tym, że ulica o tym nie wie. Skonfigurowanie portfela non-custodial i ogarnięcie sieci to dla nich wciąż czarna magia. Wolą kliknąć "zaloguj przez Google" i mieć problem z głowy. I dlatego historia scamu scentralizowanych giełd będzie się powtarzać.
Kolejna rzecz, o której rzadko się mówi w kontekście bezpieczeństwa środków. Załóżmy, że ktoś już się naczytał o tych wszystkich wpadkach, zablokowanych wypłatach i kupił sprzętówkę. Myślicie, że to koniec ryzyka? Znam typów, co trzymali wszystkie swoje monety na jednym seedzie. I co z tego, że uciekli przed upadkiem wielkich graczy, jak potem kliknęli w jakiś lewy link od scamera na Twitterze i wyczyściło im wszystko do zera?
Dlatego jak ktoś mnie pyta jak zminimalizować ryzyko na rynku i jakie lekcje wyciągnąć po tym, jak upadł Voyager czy inne giełdy cyfrowych aktywów, to moja rada brzmi: dywersyfikujcie nie tylko portfolio, ale też same miejsca przetrzymywania kasy. Ja mam tak: jeden mega bezpieczny cold wallet pod trzymanie grubego worka BTC, którego podłączam do kompa dosłownie ze dwa razy w roku. Totalny bunkier. Do tego mam drugi, mniejszy portfel sprzętowy do zabawy w DeFi, podpinania pod dappy i obrotu altami. A do jakiegoś degenowania na nowych memecoinach używam zwykłego gorącego portfela na telefonie, ale mam tam tylko tyle kasy, ile w razie wtopy moge wziąść na klatę bez płaczu.
W krypto nikt za rączkę nie poprowadzi. Albo sam jesteś swoim bankiem ze wszystkimi tego konsekwencjami, albo powierzasz oszczędności jakiejś tajemniczej spółce zarejestrowanej gdzieś na Kajmanach i modlisz się, żeby nie zwiali. Czekam z popcornem, bo napewno zobaczymy znowu płacz na grupach fejsbukowych, jak jakaś nowa, agresywnie reklamowana giełda nagle odetnie wypłaty z powodu rzekomych "ataków hakerskich" i zostawi ludzi w samych skarpetkach. Edukacja kosztuje, ulica zawsze płaci najwięcej.