Czym jest całkowita...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty?

5 Wpisy
5 Użytkownicy
0 Reactions
34 Widoki
(@panorzel)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 0
Rozpoczynający temat  

Cześć ekipa. Przeglądam sobie ostatnio różne giełdy i apki do śledzenia cen krypto, no i złapałem dość sporą zagwozdkę. Wszędzie przy opisach monet przewija się to całe total supply. Niby kumam z angielskiego, że to po prostu całkowita podaż kryptowaluty, ale jak to się właściwie ma do naszego realnego handlu na rynku?

Jak odpalam statystyki jakiegoś altcoina, to widzę najczęściej trzy pojęcia: podaż w obiegu, maksymalną i właśnie tą całkowitą podaż. Ktoś z was może mi to rozjaśnić tak na chłopski rozum?

Bo patrzcie, jak analizuję tokenomikę jakiegoś nowego projektu, to zależy mi, żeby nie wpakować się w coś beznadziejnego. Całkowita ilość tokenów na rynku ma przecież kolosalne znaczenie dla ostatecznej ceny, co nie? Wiadomo, że jak jest jakaś astronomiczna podaż monet, to cena za jedną sztukę będzie się bujać w ułamkach centa do końca świata i żadne pompowanie tu nie pomoże. Ale mocno zastanawia mnie ten konkretny wskaźnik. Czym w praktyce różni się całkowita podaż (total supply) od tej maksymalnej podaży (max supply)? Bo rozumiem, że circulating supply to są te monety krypto, które aktualnie latają po giełdach, DEXach i prywatnych portfelach ludzików. Z tym nie mam problemu.

Weźmy na tapet taki przypadek. Bitcoin ma ten swój sztywny limit 21 milionów, jasna sprawa. Ale co z tokenami, które mają wypisane całkowite supply na poziomie np. 10 miliardów, ale w ogóle nie ma podanego limitu maksymalnego? Czy to znaczy, że devsi mogą w każdej chwili klepnąć w klawiaturę, dodrukować nowe monety i chamsko rozwodnić wartość moich bagów? Napewno jest w tym wszystkim jakiś głębszy haczyk, którego nie dostrzegam. Jak to w ogóle jest z tym mechanizmem spalania (coin burns)? Czy jak palą tokeny, to zmniejsza to całkowitą podaż danej kryptowaluty permanentnie w kodzie na blockchainie, czy po prostu wrzucają je na jakiś martwy portfel i znikają tylko z obiegu rynkowego?

Gdzieś na krypto-twitterze czytałem ostatnio mądry wątek, że żeby dobrze policzyć potencjalną kapitalizację rynkową i ocenić czy dany coin ma w ogóle szansę na solidne wzrosty w hossie, trzeba wziąść pod uwagę przede wszystkim to nieszczęsne total supply. Często jest przecież tak, że na rynku lata sobie ledwie 10% albo 15% całkowitej puli monet, a cała gigantyczna reszta jest zablokowana w smart kontraktach dla twórców, wczesnych inwestorów z funduszy VC czy trzymana na jakieś tam nagrody za staking. Jak nagle przychodzi termin i to uwolnią w tak zwanych unlockach, to podaż zalewa rynek i cena leci na pysk. Czysta inflacja tokena.

Dzięki z góry za wyjaśnienie tego tematu. Zdaję sobie sprawę, że dla rynkowych wyjadaczy to mogą być absolutne podstawy, ale chcialbym to w końcu dobrze i technicznie zrozumieć, zanim zacznę ładować grubszy hajs w jakieś nowe altcoiny z psami czy żabami. Jak sprawdzacie te statystyki przed wejściem w projekt, to jak to dokładnie interpretujecie? Zwracacie w ogóle mocną uwagę na total supply przy kupnie, czy patrzycie tylko na to co jest obecnie w obrocie?



   
Cytat
(@motyl_2000)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 1
 

Siemasz. Super że w ogóle założyłeś ten wątek, bo tak zwana ulica często kompletnie nie ogarnia takich fundamentów, a potem jest płacz na grupach, że portfel krwawi i projekt to scam. Pytasz czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty i jak to się ma do realnego inwestowania. Dobrze kminisz, że to nie jest tylko pusta cyferka na CoinMarketCapie, ale jeden z absolutnie najważniejszych parametrów, który potrafi zniszczyć nawet najlepszy projekt. Jak ktoś wchodzi w krypto i nie wie, czym tak realnie jest całkowita podaż kryptowaluty, to jest po prostu dawcą kapitału dla grubszych ryb.

Tłumacząc to tak maksymalnie łopatologicznie: masz absolutną rację. Całkowita podaż (czyli właśnie total supply) to wszystko, co do tej pory zostało wyklepane w kodzie i wygenerowane na blockchainie, z odliczeniem spalonych tokenów (burn). Ale żeby to dobrze zinterpretować przy trejdach, musisz wziąść pod uwagę tzw. złotą trójcę tokenomiki: circulating supply (to co teraz fruwa po giełdach i portfelach userów), total supply (to co już wykopano/wyemitowano, ale może być zablokowane) no i max supply (twardy, niezmienny sufit wpisany w smart kontrakt, jak 21 baniek w BTC).

Największa pułapka na nowicjuszy to to, o czym sam wspomniałeś. Ktoś widzi shitcoina z dużą ilością zer po przecinku, wrzuca stówę i myśli, że jak cena dobije do 1 dolara, to kupi sobie wyspę. Totalna bzdura. Zrozumienie, czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty, natychmiast leczy z takich złudzeń. Jeśli całkowita ilość tokenów na rynku wynosi tryliony sztuk, to matematyki nie oszukasz – kapitalizacja (market cap) przy cenie 1 dolara musiałaby być większa niż całe PKB globu. Dlatego tak ważne jest patrzenie na wskaźnik FDV (Fully Diluted Valuation), czyli w pełni rozwodnioną wycenę. FDV mówi nam, jaka byłaby kapitalizacja projektu, gdyby cała całkowita podaż tokenów (lub max supply) trafiła dzisiaj na rynek przy obecnej cenie.

Jeśli widzisz projekt, który ma circulating supply na poziomie powiedzmy 5%, a pozostałe 95% to zablokowana całkowita podaż, to uciekaj gdzie pieprz rośnie. To jest zaprogramowany rekt. Twórcy, fundusze VC (Venture Capital) i seed investorzy mają swoje bagi pełne tanich tokenów zablokowane na kontraktach. To jest ten miecz Damoklesa, o którym piszesz. Nazywa się to harmonogramem vestingowym (token unlocks). Kiedy nadchodzi data odblokowania (często jest to tzw. cliff, gdzie nagle uwalnia się np. 20% total supply), te tokeny zalewają giełdy. Ulica kupuje z nadzieją na pompę, a fundusze bez litości zrzucają im to na głowę, realizując wielokrotne zyski. Twoja siła nabywcza spada przez brutalne rozwodnienie (inflację). Dlatego analiza tokenomii i tego, jak duża jest całkowita liczba kryptowaluty wyemitowana w danym momencie względem docelowej emisji, to absolutny must-have przed wejściem z grubszym hajsem.

Pytałeś też o projekty bez limitu, gdzie podaż całkowita kryptowaluty nie ma sufitu – jak Doge czy Ethereum. Tu wchodzimy na grubszy level rozkminy. Brak max supply nie zawsze oznacza, że dany coin to gówno. W przypadku ETH sprawa wygląda tak, że choć teoretycznie mogą emitować nowe ethery w nieskończoność (co płaci za bezpieczeństwo sieci), to mają też zajebiście mocny mechanizm spalania (burn) opłat transakcyjnych zaimplementowany w EIP-1559. W efekcie, gdy ruch w sieci jest duży (hossa, szał na dexy, NFTki, memecoiny), spalają więcej ETH niż devsi drukują dla walidatorów. Wtedy całkowita wielkość podaży nie rośnie, a wręcz spada – ETH staje się aktywem deflacyjnym. Z kolei taki Dogecoin ma stałą inflację wpisaną w kod (drukowanie iluś tam miliardów rocznie). Procentowo z roku na rok ta inflacja jest coraz mniejsza względem całej puli, ale matematycznie całkowita podaż danego coina non stop rośnie. W dłuższym terminie bez ogromnego napływu nowego kapitału cena musi spadać, to czysta fizyka rynków. Doge żyje z hype'u i tweetów Elona, nie z fundamentalnej tokenomiki.

Więc jak to ugryźć od praktycznej strony, żeby nie wtopić? Ja osobiście traktuję CMC czy CoinGecko tylko jako szybki rzut oka na dashboard. Żeby naprawde dowiedzieć się, jaka jest podaż rynkowa a jakie są ukryte rezerwy, używam innych narzędzi. Odpal sobie stronki typu TokenUnlocks, Dropstab czy CryptoRank. Tam masz czarno na białym rozpisane harmonogramy uwolnień. Widzisz dokładne daty i wykresy kołowe, komu i kiedy wpadną na portfele nowe sztuki. Jak widzę, że za tydzień odblokowują 15% całkowitej podaży dla teamu i doradców, to nawet nie dotykam takiego tokena kijem przez szmatę. Omijam też szerokim łukiem projekty typu "low float, high FDV" (mało w obiegu, gigantyczna całkowita podaż w tle), bo takie coiny są projektowane przez giełdy i fundusze tylko po to, by golić detalistów. Giełdy sztucznie pompują cenę przy małej płynności na starcie, a potem przez kolejne 3 lata cena tylko spada jak po równi pochyłej w miarę dorzucania tokenów w obieg.

A co z tokenami w liquidity poolach (pulach płynności) i na stakingu? One teoretycznie zaliczają się do circulating supply (bo nie są spalone ani zamknięte w hard-kodowanym vestingu twardym smart kontraktem), ale są chwilowo wyłączone z aktywnego obrotu. Staking często sztucznie pomniejsza widoczną podaż rynkową. Ludzie blokują coiny dla darmowych procentów, przez co presja podażowa maleje i cena łatwo leci do góry. Ale uwaga – jak rynek zaczyna sypać, ludzie masowo odklikują "unstake". Wtedy potężna ilość kryptowaluty na rynku pojawia się znikąd i następuje bank run, każdy chce sprzedać przed innymi.

Reasumując te wszystkie zawiłości wokół tego, czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty i jak z tym handlować – zasada jest prosta. Czytaj białe księgi (whitepapery) i szukaj działu Tokenomics. Sprawdzaj alokację. Jeśli devsi i fundusze zatrzymali dla siebie więcej niż 20-30% całości, a społeczność dostaje resztki, to jesteś ich płynnością wyjściową (exit liquidity). Całkowita podaż to po prostu twoje ryzyko inflacyjne. Ucz się czytać wykresy vestingu, unikaj astronomicznych FDV przy projektach, które nie mają jeszcze żadnego produktu, a twoje bagi przetrwają niejedną bessę. Trzymaj się z dala od trylionowych szitów, bo total supply ma znaczenie, a tokenomia to kręgosłup krypto. Z fartem!



   
OdpowiedzCytat
(@epicki_giermek5763)
New Member
Połączone: 1 tydzień temu
Wpisy: 1
 

Siema, chłopaki wyżej wyczerpali temat technicznie prawie do zera, szacun za to, fajnie się to czytało. Ale dorzucę wam jeszcze jedną perspektywę od siebie, bo moim zdaniem to całe mądre gadanie o total supply ma sens tylko wtedy, jak zestawimy to z surowym popytem i ludzką psychiką.

Czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty dla głowy typowego gracza na rynku? To jest jeden wielki mindfuck. Ktoś już wspomniał o shitcoinach z masą zer, ale to ma konkretną nazwę w psychologii inwestowania - unit bias. Podaż całkowita shiba inu czy innego pepe to jakieś astronomiczne, absurdalne liczby z trylionami na czele tylko po to, żeby kowalski z ulicy pomyślał "o, kupię sobie milion sztuk za stówkę, jak to wejdzie na 1 dolara, to ustawiam rodzinę na pokolenia". Gówno prawda. Devsi specjalnie pompują tak mocno maksymalną ilość tokenów już na etapie tworzenia kontraktu, bo doskonale wiedzą, że ludzki mózg z natury nie ogarnia tak ogromnej skali kapitalizacji. Kiedy analizujecie, jaka jest całkowita podaż kryptowaluty, zawsze patrzcie na to jak na pizzę. Co z tego, że pokroisz ją na miliard kawałków, jak każdy z nich to sam pył? Niestety, ulica nadal daje się na to łapać każdego dnia.

Druga sprawa, o której bardzo rzadko wspomina się na tych wszystkich Dropstabach i analitycznych stronkach. Faktyczna ilość wszystkich wygenerowanych do tej pory tokenów, czyli nasz słynny parametr total supply, to często delikatna fikcja. Dlaczego? Bo zapominacie o zgubionych portfelach. W przypadku takiego Bitcoina mówi się, że z tych mitycznych 21 milionów lekko 3-4 miliony sztuk są stracone na zawsze. Ktoś zapomniał seeda w 2011 roku, ktoś wyrzucił stary dysk na wysypisko, ktoś zmarł i zabrał klucze do grobu. Więc realna podaż rynkowa, ta która kiedykolwiek będzie mogła wywrzeć faktyczną presję na cenę, jest w wielu starych projektach o wiele, wiele mniejsza niż to co wypluwa wam w statystykach CoinGecko. Z tąd właśnie biorą się często te chore i nagłe wzrosty - jak wchodzi grubszy kapitał instytucjonalny, to nagle okazuje się, że orderbooki są puste i nie ma komu sprzedawać, bo duża część podaży to tak zwane monety widmo.

Kumpel wyżej dobrze też pisał o inflacji i tokenach bez sufitu. Wiadomo, jak deweloperzy drukują bez opamiętania i całkowita liczba kryptowaluty wyemitowana w danym momencie ciągle przebija nowe szczyty, to robi się kwas dla naszych portfeli. Ale prawda jest też taka, że delikatna inflacja w dużych ekosystemach wcale nie jest wrogiem, o ile coin ma prawdziwe, cholerne użycie. Jak masz token warstwy pierwszej (Layer 1), z którego korzystają setki tysięcy ludzi do opłacania transakcji i odpalania apek, to to, że jego całkowita wielkość podaży krąży i lekko sobie rośnie w czasie, wcale nie musi zabić ceny. Popyt zwyczajnie zeżre tę presję podażową na śniadanie.

Gorzej jak masz jakiś token governance (zarządzający) losowego dexa. Zastanówcie sie logicznie - po co wam token, którym mozecie tylko i wyłącznie "głosować" nad jakimiś pierdołami w DAO? Wtedy inflacja i nowe emisje monet na giełdy po prostu niszczą kurs, bo nikt z zewnątrz nie ma realnego powodu, żeby to kupować z rynku. Zero popytu użytkowego, sama spekulacja.

Więc jak dla mnie sprawa jest prosta. Tokenomika to podstawa, badanie harmonogramów to must have, ale zawsze na końcu dnia zadajcie sobie pytanie: kto do cholery będzie chciał kupić ten token ode mnie drożej? Czy zablokowana całkowita podaż faktycznie zagraża rynkowi, czy projekt buduje taki hype i narzędzia, że popyt gładko wchłonie wszystkie odblokowania? Jak widzę, że inflacja z total supply wynosi powiedzmy 10% rocznie, ale sieć rośnie o 50% w aktywnych użytkownikach, to ja w takie metryki wchodzę śmiało. Nie dajcie się po prostu zwariować suchym liczbom, bo krypto to w połowie twarda matematyka podaży, a w połowie psychologia tłumu i adopcja. Trzymajcie się na tych rynkach!



   
OdpowiedzCytat
(@smieszny_chleb)
New Member
Połączone: 7 dni temu
Wpisy: 0
 

Siema byku, bardzo dobrze że w ogóle zadajesz takie pytania, bo większość ulicy ładuje się w rynek totalnie na ślepo, a potem jest płacz, że ich bag stracił 90% wartości, mimo że projekt niby "dowozi". Rozkminienie tego, czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty, to jest absolutny fundament, bez którego nawet nie ma sensu odpalać dexów.

Zacznijmy od podstaw, bo widzę że intuicję masz dobrą, ale trzeba to trochę uporządkować żebyś nie wtopił siana na głupotach. Masz rację, całkowita ilość wyemitowanych tokenów to nie jest to samo co podaż w obiegu (circulating supply). Podaż w obiegu to jest to, co realnie lata po giełdach i portfelach uzytkowników. To są te coiny, które my, jako ulica, możemy sobie kupić i sprzedać w danej sekundzie. Natomiast całkowita podaż krypto to jest ten obieg plus wszystko to, co zostało już technicznie wygenerowane na blockchainie, ale jest w jakiś sposób zablokowane i nie ma tego na rynku. I tutaj zaczyna się cała zabawa w kotka i myszkę. W ten cały total supply wchodzą tokeny zamknięte w smart kontraktach, grube rezerwy ekosystemu, bagi przeznaczone na marketing, przyszłe airdropy, no i przede wszystkim – tokeny dla teamu i wczesnych inwestorów (tzw. VCs), które siedzą na vestingach. Z technicznego punktu widzenia one już istnieją w sieci, ale nie można ich w tej chwili wrzucić z rynkiem na giełdę.

Płynnie przechodzimy do twojego pytania o różnicę między total supply a max supply. Maksymalna podaż to jest twardy hard cap, zapisany na beton w kodzie. Król BTC ma 21 milionów i koniec, więcej nie będzie. Z kolei całkowita podaż tokenów z czasem po prostu dąży do tego max supply poprzez emisję (np. nagrody za staking, kopanie, czy odblokowania z kalendarza vestingu). Ale uwaga, są projekty, które w ogóle nie mają max supply! Np. Ethereum po przejściu na proof of stake nie ma sztywnego sufitu, ale reguluje to spalaniem, o czym zaraz ci napiszę. Jak ładujesz się w alty pod hossę, musisz bezwzględnie patrzeć na wskaźnik FDV, czyli Fully Diluted Valuation (w pełni rozwodniona wycena). To jest poprostu aktualna cena tokena pomnożona przez maksymalną ilość coinów (albo całkowitą podaż, jeśli max cap nie istnieje).

Dlaczego to FDV to taki gamechanger? Bo obecna meta na rynku, szczególnie u tych nowych, wypasionych projektów od wielkich funduszy z Doliny Krzemowej, to jest toksyczny model "Low Float, High FDV". Czyli rzucają na start np. marne 5% całkowitej podaży w obieg. Cena na premierze leci w kosmos, bo jest mała płynność, kapitalizacja rynkowa (liczona z tego małego obiegu) wygląda na atrakcyjną, więc ulica kupuje jak wściekła. Ale wycena liczona z całkowitej ilości kryptowaluty, wynosi już np. 15 miliardów baksów! To jest brutalna pułapka na leszczy. Ty kupujesz tokena i marzysz, że urośnie 10x, a za rogiem czają się potężne unlocki. Z czasem ta ukryta i zablokowana całkowita podaż zaczyna zalewać rynek. Presja podażowa z inflacji po prostu niszczy cenę. Nawet jeśli do projektu wlewa się nowy kapitał i ogólna wartość rośnie, cena twojego pojedynczego tokena może lecieć na ryj przez ciągłe rozwodnienie. Dlatego ja omijam szerokim łukiem projekty, gdzie obieg to jakieś śmieszne ułamki procenta w stosunku do total supply.

Co do tych psich memecoinów i trylionów tokenów, o których wspomniałeś – to jest klasyczny unit bias, czyli po polsku błąd poznawczy ulicy. Nowi ludzie na rynku lubią mieć dużo sztuk. Jak kupisz mema za 0.0000001$, to masz miliony tokenów w portfelu i mózg ci podpowiada, że "wystarczy że dobije do jednego centa i kupuję lambo". Bzdura. Matematyka rynkowa jest bezlitosna. Jeśli całkowita ilość wszystkich wyemitowanych monet to jakieś absurdalne tryliony, to żeby cena dobiła do dolara, projekt musiałby wessać całą płynność ze wszystkich giełd świata. Zawsze mnóż cenę przez całkowitą podaż kryptowaluty (albo tę w obiegu), żeby zobaczyć realny market cap i na chłodno ocenić potencjał do wzrostu.

Pytałeś też o coin burning i celowe zmniejszanie total supply. Z tym zjawiskiem trzeba bardzo uważać. Jasne, krypto deflacyjne to jest z reguły mega byczy scenariusz, bo jak podaż tokenów spada, a popyt się utrzymuje albo rośnie, to cena siłą rzeczy musi pompować. Tylko że u 90% altów, zwłaszcza u jakichś losowych shitcoinów z BSC czy Solany, to całe palenie to jest czysty marketing. Grubasy tworzą token, dają mu tryliard supply, z czego połowę "palą" (wysyłają na martwy adres) zaraz po starcie, tylko po to żeby wrzucać na Twittera posty o tym, jak to podaż drastycznie zmalała. To nic nie zmienia w realnej płynności wyceny, to jest tylko granie na emocjach głupich kupujących. Prawdziwe, bycze mechanizmy palenia to takie, gdzie opłaty transakcyjne są bezpowrotnie niszczone (jak słynny EIP-1559 w Ethereum) albo kiedy wielka giełda regularnie skupuje z rynku i pali część własnych tokenów za zyski z prowizji (jak robi to Binance z tokenem BNB). Wtedy faktycznie zmniejszanie całkowitej podaży ma przełożenie na realny brak coinów na orderbookach.

Odpowiadając na to jak ja dobieram sobie bagi: szukam balansu. Nie ma nic złego w tym, że całkowita podaż krypto rośnie w czasie, o ile ta inflacja jest zrównoważona realnym użyciem sieci (utility) i mocnym popytem. Projekty ze 100% podaży wywalonej na rynek od pierwszego dnia są fajne (tzw. fair launch), bo nie masz z tyłu głowy tego stresa, że nagle VCs zrzucą ci na łeb swoje ogromne bagi. Często takie z góry rozwodnione coiny mają dużo mniejszą presję na spadki, kiedy rynek zalicza korektę. Ale z drugiej strony musisz pamiętać, że jeśli team nie trzyma żadnych tokenów w rezerwie żeby opłacać devów i robić agresywny marketing, to taki projekt może po prostu umrzeć z braku funduszy na rozwój. Więc trzeba wczytywać się w tokenomikę i szukać złotego środka. Zwracam mocną uwagę na tzw. "cliff" (czyli czas zamrożenia przed pierwszym odblokowaniem po TGE) i to, czy vesting jest uwalniany liniowo.

Żeby nie być dawcą kapitału dla grubasów, od razu wyrzuć CoinMarketCap do kosza jeśli chodzi o głęboki research. CMC potrafi mieć mocno opóźnione albo totalnie zbugowane dane jeśli chodzi o emisję i podaż w obiegu. Polecam ci odpalić profesjonalne stronki, takie jak TokenUnlocks albo Dropstab. Tam masz zajebiste grafiki i wykresy, które pięknie ci pokażą jak całkowita ilość w sieci będzie puchła w czasie. Masz dokładne odliczanie, kiedy i dla kogo uwalniają się konkretne transze. Dobrym nawykiem jest też używanie platformy CryptoRank do sprawdzania, po jakiej cenie fundusze wchodziły w projekt na etapie private sale. Bo jeśli ty kupujesz z giełdy po 1 dolarze, a ich średnia cena wejścia to było śmieszne 0.01$, to napewno zrzucą to na ciebie przy pierwszej lepszej okazji, jak tylko smart kontrakt wypuści ich tokeny.

Więc trzymaj się żelaznych zasad: zawsze patrz na relację podaży w obiegu do całkowitej ilości, sprawdzaj z czego wynika potężna wycena FDV i nie dawaj się łapać na tanie sztuczki z paleniem sztucznie wykreowanych coinów. Jak ogarniesz dobrze jak ewoluuje całkowita podaż danego altycoina, to odfiltrujesz z marszu 80% scamów na rynku. Powodzenia w polowaniu na gemy przed sezonem na alty!



   
OdpowiedzCytat
(@kabel_1996)
New Member
Połączone: 7 dni temu
Wpisy: 0
 

Siema. Chłopaki wyżej kozacko to rozpisali i w sumie wyczerpali ten techniczny fundament, ale dorzuce wam jeszcze jeden motyw, o którym mega rzadko się słyszy na twitterku czy innych grupkach sygnałowych. A to potrafi uratować dupe przed grubym minusem.

Wszyscy jarają się tym, ile wynosi całkowita podaż kryptowaluty na dany moment, śledzą te wykresiki, patrzą na FDV i liczą unlocki. Ale zapominają o jednym hardkorowym szczególe, no bo mało kto umie czytać kod. Chodzi o to, czy smart kontrakt danego tokena nie ma zostawionej furtki. Co ci po tym, że wchodzisz na jakiegoś scana i widzisz, że total supply to sztywno 100 milionów sztuk, skoro w kontrakcie siedzi ukryta funkcja "mint"? Wtedy devowie mogą sobie z palca, w kilka sekund dodrukować kolejne miliony z powietrza. Myślisz, że znalazłeś perełkę z małą emisją, a tu nagle całkowita ilość wyemitowanych tokenów puchnie x10 w jedną noc i budzisz się z bezwartościowym bagiem. Zanim w ogóle pomyślicie żeby wziąść jakiegoś nowego altycoina na warsztat, sprawdzajcie w audytach czy devowie zrobili "renounce ownership" (czyli zrzekli się kontroli nad kontraktem). Inaczej ta cała zabawa z liczeniem podaży nie ma żadnego sensu i jesteście na łasce humoru kogoś z teamu.

Druga rozkmina to to całe pompowanie podaży przez staking. Sporo ulicy ładuje się w projekty tylko dlatego, że dają jakieś chore APY na poziomie 50-100%. Myślą "fajnie, zarobie na samym trzymaniu". No spoko, tylko trzeba kumać skąd te tokeny się biorą. One zazwyczaj są po prostu drukowane w nieskończoność, czyli powiększają nasz słynny total supply. Ty cieszysz się, że dostałeś 50% sztuk więcej na portfelu, ale w tym samym czasie całkowita podaż krypto w obiegu urosła o 150%, bo grubasy też stakują wielkie kwoty, a do tego jeszcze leci z automatu emisja dla teamu. W efekcie twój realny ułamek całego tortu szybko maleje, a potężna inflacja zżera ci wartość w dolarach szybciej niż te super nagrody zdążą to zrekompensować. To jest taki cichy morderca kapitału podczas bessy i nudnych boczniaków.

Dlatego dla mnie sprawdzanie, czym jest całkowita podaż (total supply) kryptowaluty w danym projekcie, to jest tylko jedna strona medalu. Druga to tak zwana prędkość pieniądza (velocity of money) i realne utility. Jak projekt nie ma żadnego sensownego zastosowania i służy tylko do spekulacji memami, to nawet jak całkowita podaż tokenów jest zablokowana na amen i nigdy nie urośnie, to cena i tak będzie powoli krwawić z braku kupujących. A z drugiej strony masz solidne projekty infrastrukturalne, gdzie dany coin jest non stop w ruchu, bo ludzie płacą nim za gas fee czy jakieś usługi u wyroczni (oracles). Tam podaż może sobie rosnąć o te powiedzmy 5 procent rocznie, ale jak adopcja sieci rośnie szybciej, to ta inflacja jest wręcz totalnie niezauważalna dla kursu i wykres idzie do góry.

Od siebie dodam do tej listy przydatnych narzędzi od kolegi wyżej jeszcze portal Messari. Mają tam genialnie rozłożone na czynniki pierwsze, jak historycznie kształtowała się całkowita ilość danej monety na rynku i kto ją głównie trzyma w łapach na poszczególnych etapach. Jak widzę, że np. 60-70% total supply od startu jest w portfelach fundacji, teamu i wczesnych inwestorów, to od razu daje sobie spokój, niezaleznie jak piękny i wciągający marketing robią na youtubie czy tiktoku. Zawsze pamiętajcie, że kreatywne zarządzanie podażą to dla twórców najprostsze narzędzie do cichego wyciągania hajsu od spóźnionych inwestorów. Bądźcie od nich po prostu sprytniejsi!



   
OdpowiedzCytat
Udostępnij: